O tym, jak wygląda autostop w Maroko, najłatwiej przekonać się, patrząc na twarze kierowców. Zazwyczaj są to twarze przyjazne, bo rzadko kiedy zatrzymują się osoby obojętne lub nastawione negatywnie, a jeśli już – to często są to ci, którzy za podwózkę oczekują zapłaty. W większości przypadków zapłaty da się uniknąć lub po prostu z usług takiej osoby można nie skorzystać, grzecznie dziękując. O tym, gdzie autostopować i jak rozmawiać z kierowcami – opowiem innym razem. Poniższa galeria ma za zadanie nakreślić profil potencjalnego marokańskiego kierowcy tak, aby przyszły podróżnik wiedział, czego może się spodziewać. Warto zwrócić także uwagę na to, jakimi samochodami się oni poruszają.

Przez sześć tygodni przejechałem na terenie Maroka około 5000 km. Poniższe zestawienie przedstawia profile zaledwie ośmiu kierowców, z którymi miałem przyjemność podróżować na pierwszym z trzech odcinków: od Fezu na pustynię, dalej na wybrzeże do Essaouiry i znowu na pustynię, ku najdalej na południe wysuniętemu punktowi mojej podróży. Razem 1738 km przebyte w niecałe dwa tygodnie, 9-21 lipca 2013 roku.

mapa1z3b ***

Z Fezu wyruszam z Willem, Anglikiem, który swoje już w życiu przejechał. Spędziwszy większość życia w Dubaju zna trochę arabskiego, więc dopóki jestem z nim, on jest odpowiedzialny za gadanie.

1. Pan o bardzo dziwnym uśmieszku

Siwy starszy pan zabiera nas z Fezu swoim zdezelowanym busem i wywozi do Imouzzer Kandar – niewielkiej miejscowości położonej parędziesiąt kilometrów dalej. Przez cały czas zerka na nas kątem oka z chytrym uśmieszkiem, jakby coś knuł przeciwko nam, a po wysadzeniu na parkingu wyciąga dłoń w wymownym geście.

– Zapytałeś go o hajs? – pytam Willa.

– Nie – odpowiada Will.

1

2. Rachid i koledzy

Na stacji benzynowej nieopodal Azrou natrafiamy na Rachida i jego kolegów. To moja ulubiona stacja benzynowa i prawdopodobnie najlepszy punkt do autostopu w całym Maroko, bo trafiam tam łącznie aż sześć razy. Rachid i reszta obiecują nas zabrać aż na samo południe, do Arfoud. Droga jest pełna wrażeń, to dzięki nim odkrywamy, czym jest prawdziwe marokańskie życie. Karmią nas i poją, a w nocy Rachid zabiera nas na nocleg do siebie. Rano ze swoim wujkiem Omarem zabierają nas jeszcze do samej Merzougi i zapoznają z dalszą rodziną. Rachid jeździ minivanem renault kangoo. To najpopularniejszy typ samochodu wśród osób najchętniej zabierających autostopowiczów. Jest duży i przestronny, więc nie ma problemu z miejscem na bagaż.

2

2a

3. Francuski kamper

Przyjemne małżeństwo z dwiema córeczkami zabiera nas z Merzougi, spod samego znaku „uwaga wielbłądy”. Trzy godziny jazdy mijają jak z bicza strzelił – na opowieściach i wymianie doświadczeń. Sporządzam dla Pani Francuzeczki listę miejsc w Polsce wartych odwiedzenia, bo zamierzają się tu niedługo wybrać. Zabierają nas do samego Tinghiru. Niestety wspólne zdjęcie robimy aparatami ich i Willa, a moim nie.

3

4. Beczka prochu w spirali śmierci

Z Tazentoute niedaleko Ait Benhaddou zabiera nas wielka cysterna wypełniona benzyną. W kabinie znajduje się już trójka ludzi, a więc dodawszy nas dwóch i jeszcze dwa ogromne plecaki, nie zostaje tam zbyt dużo miejsca. Jedną z najbardziej malowniczych tras w całym Maroko – przeprawę przez góry Atlas – spędzam ściśnięty po turecku na samym środku kabiny, nie mając czego się chwycić i przewracając się co chwila na bok, a dodatkowo przy każdym zakręcie wyobrażając sobie, jak olbrzymia cysterna spada razem z nami kilkaset metrów w dół i w wielkiej eksplozji zabiera nas na tamten świat. Panowie wysadzają nas na parkingu znajdującym się przy najwyżej położonym odcinku trasy – około 2140 m n.p.m. – a po drodze wręczają jeszcze małą łapówkę żandarmerii.

4

5. Pan Taxi

Kierowca zdezelowanego minivana zabiera nas ze śródgórskiego parkingu. Po drodze dosiada się jeszcze parę osób. Przez małe okienko niewiele widać i druga część malowniczej spirali także mi umyka. Na miejscu, czyli na przedmieściach Marrakeszu, okazuje się, że właściciel pojazdu jest okazyjnym taksiarzem, czyli zabiera ludzi za drobną opłatą.

– Zapytałeś go o hajs? – pytam Willa.

– Nie – odpowiada Will.

Ja jadę dalej do centrum, a Will na lotnisko. Leci do Florencji na ślub brata. Dla niego to koniec marokańskiej przygody.

5

6. Cała nadzieja w Hichamie

Wraz z Finem Miką i napotkanym poprzedniego wieczora Marokańczykiem Hichamem wędrujemy z okolic Essaouiry do Agadiru i Inezgane. Po drodze gadaniem zajmuje się Hicham – dwukrotnie udaje mu się przekonać kierowców autobusów, by podwieźli nas za darmo, a poza tym jedziemy też ciężarówką, zdezelowanym gruchotem ze staruszkiem w kapturze, i wielką terenówką. W jej wnętrzu mieszczą się: kierowca, Belg spędzający wakacje w swoim domku letniskowym nad oceanem, jego dwójka dzieci, moi towarzysze, ściśnięci razem na przednim siedzeniu, ja w bagażniku i jeszcze wielka deska surfingowa, zajmująca połowę całej przestrzeni.

6

7. Na południe

Ci dwaj panowie zabierają mnie z małej miejscowości nieopodal Inezgane i wiozą parędziesiąt kilometrów na południe. Sami jadą aż do Laayoune, czyli największego miasta na terenie Sahary Zachodniej, położonego w jej północnej części. To 600 km jazdy wzdłuż wybrzeża Afryki, a panowie oferują mi, że mogą zabrać mnie aż tam. Niewiele brakuje, żebym się zgodził, jednakże decyduję się pozostać przy swoim pierwotnym planie. Wysiadam w Tiznicie. Tiznit to specyficzne miejsce, bo jego nazwę wymawia się podczas robienia zdjęć, żeby uśmiech wyszedł ładnie.

7

8. Tam, gdzie kończy się świat

Muktar siedzi przy drodze i jedyne co umie powiedzieć, to „która jest godzina, proszę pana?” w doskonałym angielskim akcencie. Żadnych innych zwrotów nie zna. Z krawężnika na moście zabiera nas chłopak w niebieskim samochodzie i w niebieskiej koszulce. Mało kto zapuszcza się aż do Assy, bo w gruncie rzeczy dalej jest już tylko pustynia. Liczący 107 km odcinek drogi to jałowa pustynia. Na rogatkach miasta zatrzymuje nas żandarmeria i spisuje moje dokumenty – na wypadek, gdybym zdecydował się jechać dalej i porwali mnie terroryści.

8

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s