Poniższy poradnik ma na celu odpowiedzenie na większość pytań, jakie zadaje sobie osoba wybierająca się do Maroka, oraz rozwianie wszelkich wątpliwości, które mogą komuś przyjść do głowy.

Czy pustynia może zabić?

Może, ale tylko jeśli naprawdę tego chcesz. Wbrew pozorom jest to niezwykle bezpieczne miejsce – wystarczy zachować podstawowe środki ostrożności. Najważniejsze to nie oddalać się od drogi, chyba że naprawdę wie się, co się robi – nie polecam tego jednak amatorom lub ludziom będącym na pustyni po raz pierwszy. Jeśli wziąć pod uwagę całą Saharę, to jej marokańska część jest niezwykle ucywilizowana – pocięta wieloma drogami, a co parędziesiąt kilometrów można natknąć się na wioski i miasteczka. Zakładając, że podróżnik z jakichś względów znalazłby się z daleka od drogi, to maszerując cały czas na północ (ku większemu zagęszczeniu ludności) bez wątpienia natrafi na drogę i pomocną dłoń zanim jeszcze minie pierwszy dzień marszu. W krajach takich jak Algieria czy Libia Sahara staje się już prawdziwym pustkowiem i tam sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.

2013-07-21 pustynia

Czy w Maroku można spotkać dzikie zwierzęta?

Raz czy dwa zostałem ostrzeżony przed watahami wilków, jednakże żadnej nie widziałem. Zdarzyło mi się jedynie obudzić w Atlasie Środkowym, będąc obserwowanym przez grupkę zdziczałych psów. Skorpiona ani węża także nie widziałem, ale przed nimi warto się zabezpieczyć, zamykając szczelnie namiot i unikając spania pod gołym niebem na otwartej przestrzeni. Obozując w rejonie Azrou/Ifrane, warto zabezpieczyć swój dobytek przed zamieszkującymi ten teren małpami. Ze wszystkich zwierząt występujących w Maroko najbardziej dokuczliwymi okazują się… muchy. Tak, much jest pełno na Saharze i często nie pozwalają one zasnąć. W tanich hostelach zdarzają się także pluskwy domowe w pościeli, które powodują bardzo nieprzyjemne swędzenie i zmiany skórne. To samo tyczy się spania w domach prywatnych, szczególnie tych biedniejszych.

Czy w Maroku można pić wodę ze wszystkich źródeł?

Przybyszom z Europy generalnie zaleca się picie wody butelkowanej i odradza picie wody z kranu. Zanim jeszcze przekroczyłem cieśninę i dotarłem na kontynent afrykański, kilkukrotnie byłem ostrzegany przez Hiszpanów przed wirusowym zakażeniem przewodu pokarmowego (grypą żołądkową, gastroenteritis), jednakże nic takiego mnie nie spotkało. Mówiono mi także, że wirus może rozwinąć się dużo później, ale minęło wiele miesięcy i wciąż żyję. Widywałem jednak osoby przesiadujące w hostelach całymi dniami i narzekające na biegunkę, spowodowaną zatruciem wodą lub jedzeniem.

W czasie podróży po Maroku w większości przypadków piłem wodę butelkowaną, ale zdarzyło mi się pić także bezpośrednio z wodociągów w miastach lub uzupełniać zapasy w górskich źródłach (Góry Rif, Atlas Średni). Woda z gór smakuje jak zawsze znakomicie. W pierwszym lepszym sklepie 1,5l butelka wody kosztuje 5-6 dirhamów (ok. 2 zł). Na zdjęciu poniżej: górski wodopój w Atlasie Średnim.

2013-07-09 18.49.10

Skąd wziąć wodę na pustyni?

Wbrew pozorom o wodę na marokańskiej pustyni nietrudno, ale warto zawsze mieć przy sobie odpowiedni zapas. Wybierając się na całodniową podróż autostopową pomiędzy pustynnymi miastami radziłbym zaopatrzyć się w około 4l wody, szczególnie jeśli istnieje możliwość, że spędzimy noc na pustyni. W innych częściach kraju zapas 2l powinien spokojnie wystarczyć. Wybierając się na bardziej odważną wyprawę, zakładającą oddalenie się od drogi, powinno zabrać się odpowiednio więcej.

Butelkowaną wodę (zazwyczaj schłodzoną) można dostać w każdym sklepie w każdym, nawet najmniejszym miasteczku. Nikt także nie powinien odmówić zaopatrzenia podróżnika w wodę, czy to we własnym domu, czy to z zapasów wiezionych w samochodzie, bo każdy prawowity Marokańczyk posiada w bagażniku kilkudziesięciolitrowy baniak na wodę. Pierwsza lepsza mapa Maroka powinna mieć zaznaczone także położenie pustynnych źródeł. Umrzeć z pragnienia w Maroku jest naprawdę niezwykle trudno.

Czy cały obszar Maroka jest bezpieczny?

Zdecydowanie nie i pewnych miejsc warto unikać. Po pierwsze część wschodnia – rejon przygraniczny z Algierią. Lądowe przejścia graniczne z tym krajem zamknięte są od wielu lat, a cały obszar jest strefą zmilitaryzowaną. Turyści raczej się tam nie zapuszczają, a jeśli już, to podobno mogą zostać odeskortowani przez wojsko w bardziej bezpieczne rejony. Podobnie jest na południu – Sahara Zachodnia posiada wciąż nieustalony status polityczny, a z dala od wybrzeża rzekomo grasują grupy separatystów/terrorystów, chociaż obszar ten to jedynie jałowe pustkowie. Wjeżdżając do Assy żandarmi sprawdzali moje dokumenty i zapisywali dane na wypadek, gdybym zdecydował się jechać dalej na południe i jakimś trafem długo nie wracał.

Inny rejon, w który odradzano mi się zapuszczać, to tereny na północ od Fezu, w kierunku Karia Be Mohammed, ze względu na duży wskaźnik przestępczości. O tym, co mnie spotkało, kiedy mimo wszystko zdecydowałem się tam wybrać po zmroku, można przeczytać w reportażu „Kto chciał mnie zabić pod Fezem?”.

2013-08-13 rzysko1

W jakich okresach trzeba szczególnie uważać?

Można mówić nie tylko o obszarach, które są niebezpieczne, ale także o porach dnia. Do wielu nieprzyjemnych sytuacji może dojść szczególnie około godziny 18-19 w czasie ramadanu, a to z tego powodu, że o tej porze ludzie poszczący przez cały dzień są już bardzo głodni, a człowiek głodny to człowiek wkurzony. Jest to pora, kiedy mnóstwo osób wylega na ulice w celu zrobienia ostatnich zakupów (trzeba coś przygotować na iftar), wiele osób także kończy pracę. W najbardziej zatłoczonych miejscach, czyli na targowiskach oraz placach, skąd odjeżdżają taksówki i autobusy, często dochodzi do bójek i szarpanin, które musi rozdzielać policja. Grupa europejskich turystów, która pojawiłaby się w takim miejscu i czasie mogłaby zostać zwyzywana lub napastowana, szczególnie jeśli wśród nich znajduje się osoba, która wygląda na przewodnika – niekoniecznie musi nim być, ale jeśli ktoś idzie na przedzie i mówi więcej niż inni, to może być za takiego uznany. Do rękoczynów raczej nie dochodzi, ale lepiej trzymać się blisko policji albo w ogóle nie wychodzić o tej porze z hotelu lub z hostelu.

W czasie całego ramadanu warto przestrzegać pewnych zasad: nie odsłaniać nóg (w przypadku kobiet) ani torsu (w przypadku mężczyzn), nie pić, nie jeść i nie palić ostentacyjnie na ulicy. Będąc w domu lub jadąc z kimś samochodem warto najpierw zapytać gospodarza, czy nie będzie mu to przeszkadzało – najczęściej nie, a niekiedy sam czymś poczęstuje, jednak lepiej najpierw się upewnić. Ot, chociażby ten kierowca wojskowego ambulansu poczęstował mnie świeżymi figami:

2013-08-06 10.26.35

Czy rozbijanie namiotu w jakichś miejscach może być niebezpieczne?

Jedno z miejsc, gdzie odradzano mi obozowania ze względów bezpieczeństwa, to rejon gór Rif. Jest to obszar kraju, na którym uprawia się marihuanę w dużych ilościach (prawie wyłącznie tę roślinę) i mimo że turyści są mile widziani, to tylko tacy, którzy zapłacą za nocleg, transport, przewodnika, a najlepiej jeszcze kupią hasz. Na osoby wędrujące na własną rękę patrzy się podejrzliwym wzrokiem, bo jedyne co mogą zrobić, to nakraść cennych kwiatostanów. Mimo wszystko udało mi się z moim kompanem Edwardem spędzić dwie bardzo przyjemne i spokojne noce, chociaż musieliśmy odejść od drogi i ukryć się przed potencjalnymi obserwatorami. Podobno niektórzy lokalni mieszkańcy mogą być w tym rejonie uzbrojeni w broń palną, ale niczego takiego nie zauważyłem.

Inne miejsca, których warto unikać przy rozbijaniu namiotu, to koryta wyschniętych rzek. Mogą one bardzo szybko napełnić się wodą, jeśli gdzieś w górę rzeki zacznie się ulewa (a takie się zdarzają nawet na pustyni w czasie najsuchszej pory roku). Za taką nieostrożność można więc słono zapłacić, czy to tracąc dobytek, czy może nawet coś więcej. Poza tym jednak obozowanie w Maroku jest bezpieczne i raczej nikt nie czepia się, jeśli wejdzie się na jego pole. Przy wybieraniu miejsca na nocleg bardziej należy zwrócić uwagę na wygodę – zdecydowanie odradzam ścierniska oraz tereny bardzo kamieniste lub nierówne. Warto także zabezpieczyć namiot przed zwierzętami, zamykając go szczelnie, z drugiej jednak strony dobrym pomysłem jest pozostawienie przewiewu, bo rano namiot bardzo szybko może się nagrzać. W tym celu najlepiej zaopatrzyć się w namiot posiadający moskitiery.

2013-08-14 Edward

Czy zdarzają się kradzieże?

Zdarzają się, a i owszem. Żeby jednak zostać okradzionym trzeba po pierwsze dać się okraść. Złodzieje, jak to jest pewnie w każdym zakątku Ziemi, są doskonale wyćwiczeni w swoim fachu i wiedzą, jak wybrać ofiarę. Pierwszym podstawowym zabezpieczeniem przed kradzieżą jest unikanie sytuacji jej sprzyjających oraz niewyglądanie na naiwną, zagubioną ofiarę – ale o tym zaraz.

Zaraz po przyjeździe do Fezu poznałem grupę czterech Szwajcarów, którzy opowiedzieli mi, jak zostali ograbieni zanim jeszcze zdążyli dotrzeć do hostelu. Ot, kiedy kręcili się wąskimi uliczkami starej medyny, zostali zaczepieni przez jakichś chłopców, którzy zaprosili ich do domu i chcieli pokazać im taras na dachu. Szwajcarzy zostawili więc swoje plecaki na dole i poszli za gospodarzami na dach, a dopiero dużo później, rozpakowując się w hostelu, dostrzegli, że z ich bagaży poznikały telefony i aparaty.

Samemu także zdarzyło mi się zostawić w ten sposób bagaż, do tego na ulicy i kiedy byłem całkiem sam, a jednak nie obawiałem się wcale, że coś zniknie z mojego dobytku. Nie myliłem się. Czym moja sytuacja różniła się od Szwajcarów? Po prostu zanim zdecydowałem się to uczynić, dobrze poznałem ludzi, z którymi przebywałem. Po odpowiednim czasie pobytu w Maroku da się intuicyjnie odróżnić ludzi uczciwych od szarlatanów, mimo że ci drudzy czają się na każdym kroku, a ich aktorska uprzejmość jest świetnie wytrenowana. Trzeba jednak umieć odpowiednio się zachować i spoufalić z ludźmi. Inna sprawa, że mimo wszystko rzeczy wartościowe oraz niezbędne do przeżycia i powrotu do domu zawsze powinno się mieć przy sobie. Mowa oczywiście o telefonie, pieniądzach i kartach bankowych, ale przede wszystkim – paszporcie. Przez całą podróż strzegłem go jak oka w głowie, trzymając go w dobrze zapiętej kieszeni spodni i nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby wsadzić go do plecaka. Zazwyczaj znajdowało się w nim także parę banknotów, które w przypadku ograbienia z pozostałego dobytku pozwoliłyby mi na przeżycie chociaż paru dni.

Jak nie wyglądać na ofiarę?

W każdym większym marokańskim mieście, w którym ludzie żyją z turystyki, znajduje się wiele osób, których byt zależy od wyłowienia z tłumu odpowiedniej ofiary, nadającej się do wydarcia od niej pieniędzy. Są to wszelkiego rodzaju „przewodnicy” i „zapraszacze”, którzy wskażą najlepszy hotel, najlepszą restaurację albo pokażą rzadką i niespotykaną atrakcję, której jutro już nie będzie. To wszystko oczywiście ściema. Polują oni na osoby wyglądające na zagubione i zdezorientowane. Podróżnik z wielkim plecakiem i mapą, rozglądający się po budynkach lub zatrzymujący się co chwila, zdecydowanie wygląda jak ktoś, kogo łatwo można ograbić. Warto więc nauczyć się wyglądać na pewnego siebie i zdecydowanego, nawet jeśli faktycznie jesteśmy zdezorientowani. Wystarczy sprawiać wrażenie, że wie się, dokąd idzie, stawiać stanowcze kroki i nie rozglądać zbytnio na lewo i prawo – tyle wystarczy, by uniknąć atencji większości ulicznych pomagierów. Osoby oferujące zaprowadzenie do najlepszego hotelu najłatwiej spławić stwierdzeniem, że ma się już zarezerwowane miejsce w jakimś konkretnym miejscu, nawet jeśli to nieprawda – podanie nazwy hotelu, nawet wymyślonej, powinno zadziałać. Dobrze jest także jak najszybciej pozbyć się balastu z pleców – bez bagażu nie wyglądamy już na kogoś, kto dopiero szuka noclegu. Bazarowych sprzedawców bardzo łatwo zaś spławić standardowym tekstem, że właśnie idzie się do restauracji, bo jest się bardzo głodnym i wróci się obejrzeć towar później. Na zdjęciu Said – pierwszy napotkany przeze mnie Marokańczyk, którego życzliwość była w pełni naturalna, i od którego nauczyłem się, jak rozpoznać wichrzycieli. To on także postawił mi moją pierwszą w życiu szklankę marokańskiej herbaty.

2013-07-03 20.32.09

Czy z każdym można rozmawiać na ulicy?

Można, a nawet trzeba, ale tylko, jeśli się umie. Marokańczycy bardzo otwierają się, jeśli się do nich odezwać, a wśród turystów są osoby (może nawet stanowiące większość), które po kilkudniowym pobycie w tym kraju wyjeżdżają z przekonaniem, że wszyscy tamtejsi ludzie to natarczywe chamy, próbujące tylko wydrzeć kasę. Jest jednak wręcz przeciwnie i można znacząco poprawić jakość swojego pobytu, jeśli tylko umie się odpowiednio odezwać do tubylca. Ważne są tutaj nie tylko arabskie słówka, ale w znacznie większym stopniu mowa ciała, której nie da się wyuczyć inaczej niż tylko poprzez wnikliwą obserwację. Zapewniam jednak, że mało jest rzeczy tak przyjemnych, jak wywołanie życzliwego uśmiechu na twarzy obcego człowieka i przekonanie go co do własnej uczciwości. Dlaczego jednak pytanie o takie rozmowy pojawia się w kwestii bezpieczeństwa? A to dlatego, że niektórym osobom mogłoby się wydawać, że istnieją sytuacje, w których odzywać się nie powinniśmy. Pierwsze przychodzi tu na myśl zagadywanie do młodych dziewczyn, a wręcz flirtowanie z nimi, do tego w obecności ich ojców. Czy taki Arab z wąsem mógłby się wkurzyć widząc, jak jakiś biały turysta podbija do jego córki? Wydawać by się mogło, że w patriarchalnej kulturze lepiej w takich sytuacjach uważać, jednakże Maroko to kraj niezwykle liberalny i raczej do tego typu napięć dojść nie powinno, a przynajmniej nie w większym stopniu niż w innych krajach, bo przecież i w Polsce nadgorliwy ojczulek może się zdenerwować. Ja zapewniam jednak, że jest to całkiem naturalne. Bez problemu można rozmawiać z ludźmi w każdym wieku i obu płci, i niejednokrotnie zdarzało mi się, że dziewczyny (od lat kilku po dorosłe) same się do mnie odzywały, czy to żeby mi pomóc, czy to z czystej ciekawości. Najprzyjemniejsze jednak zawsze jest odezwanie się do starej matrony, a dlaczego? Bo taka najmniej ze wszystkich grup wiekowych przyzwyczajona jest do kontaktów z obcokrajowcami, wychowana w czasach, kiedy Maroko było dużo bardziej konserwatywne. W takim przypadku starsza pani rozpromieni się bardziej niż ktokolwiek inny, a często zdarza się, że mówi ponadto z pięknym francuskim lub angielskim akcentem, przez co tym bardziej przyjemnie jest porozmawiać. Bijąca od takich osób fala życzliwości jest nie do opisania. Na poniższym zdjęciu jedenastoletnia dziewczynka, której imienia nie pamiętam, a która zapraszała mnie do siebie na herbatę – musiałem jednak odmówić, bo bardzo mi się tego dnia spieszyło, by dojechać nieco dalej.

2013-08-05 dziewczynka

Jestem samotną kobietą – czy jestem bezpieczna?

W czasie swojego pobytu w Maroku spotkałem kilka samotnie podróżujących europejskich kobiet, jednakże żadna z nich nie była autostopowiczką. O ile kraj ten zdaje się być niesamowicie bezpieczny, to jednak kobiecie (szczególnie wyglądającej „nie marokańsko”) stanowczo odradzałbym poruszania się za pomocą autostopu – mimo wszystko tamtejsi faceci są jacy są i nieraz myślą, że wobec kobiety wolno im wszystko. Zdarzało się, że docierały do mnie informacje o napastliwym zachowaniu wobec turystek, szczególnie jeśli ich uroda znacząco odbiegała od wyglądu przeciętnej Marokanki.

Samotnym kobietom radziłbym trzymać się blisko hoteli i hosteli – tam można szukać towarzystwa do dalszych wypadów. Wszelkie duże miasta i atrakcje turystyczne połączone są zgrabnie liniami autokarowymi i taki sposób podróżowania wydaje się względnie bezpieczny, a jednocześnie tani. Na zdjęciu poniżej Susan z Holandii, która zdecydowanie wyróżniała się na tle Marokanek, a jednocześnie podróżowała samotnie bez żadnych problemów.

2013-08-02 Susan

Gdzie szukać pomocy w przypadku problemów?

Pierwsze osoby, jakie powinny przyjść na myśl, gdy będziemy potrzebowali pomocy w Maroku, to żandarmeria i policja. Nietrudno ich znaleźć: w miastach, a w szczególności w rejonach turystycznych, kręcą się na każdej ulicy. Mundurowych można poprosić o cokolwiek: spytać o drogę, o nocleg, o złapanie taksówki i tak dalej, a oni udzielą odpowiedzi uprzejmie i co więcej za darmo – w przeciwieństwie do ulicznych wydrwigroszów. Także jeśli tych ostatnich chce się uniknąć, warto zwrócić się do mundurowego – żeby robić za przewodnika trzeba mieć odpowiednią licencję, a więc policja tępi wszelkich okazyjnych pomagierów. Żeby pozbyć się napastliwego opryszka, wystarczy zwrócić się do odpowiednich służb.

Jeśli zaś problemy są innej natury: zgubiliśmy się na jakimś odludziu, jesteśmy niemiłosiernie spragnieni albo głodni, to pomóc powinna nam każda napotkana osoba – tak nakazuje im religia, kultura oraz świadomość, że z pustynią nie ma żartów. W czasie ramadanu można nawet poprosić o iftar – i to nie tylko w czyimś domu, ale nawet w restauracji. Można w takim przypadku otrzymać jedzenie zupełnie za darmo, czego przykład widać na poniższym zdjęciu.

2013-08-05 iftar

I jeszcze ciekawostka: dowiedziałem się także, że wypowiedzenie pozdrowienia „salam alejkum” wobec złodzieja lub napastnika powinno skutecznie go zniechęcić, o ile oczywiście jest wierzącym muzułmaninem i przedkłada prawo koraniczne nad własne zapędy. Niestety, a może i na szczęście, nie było mi dane przetestować tego w praktyce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s