Wydawało mi się, że żeby przeżyć prawdziwe katharsis, trzeba przenieść się do innego świata: udać się do tybetańskiej świątyni, wspiąć się na Machu Picchu albo zamknąć się za drzwiami Meteory. Ja swoje katharsis przeżyłem rok temu na tarasie hostelu w Fezie, w magicznym mieście przenoszącym człowieka parę wieków wstecz. Wydawało mi się, że oczyszczenia trzeba szukać na drugim końcu świata, w miejscu mistycznym i mitycznym, dziewiczym, nietkniętym przez gnuśną cywilizację. A przecież w Polsce też mamy takie miejsce.

Wspinając się na Otryt Górny w ubiegły piątek, zdyszany i zziajany od nieustannego parcia naprzód podczas stromego podejścia, zapomniałem na chwilę całkowicie o otaczającym świecie, koncentrując całą uwagę na marszu. Ze skupienia wyrwał mnie nagle świergot ptaka, który odezwał się wśród drzew gdzieś nieopodal. Ocknąłem się i uświadomiłem sobie, jaka nieprzenikniona cisza mnie otacza. Przystanąłem na chwilę i wstrzymałem oddech, by wyłowić chociaż najmniejszy szmer. Niczego nie było. Słyszałem tylko bicie własnego serca, głośno i wyraźnie. Żaden listek nie śmiał nawet się poruszyć.

2014-06-22 Bieszczady 2

Bieszczady to takie magiczne miejsce, gdzie można się zatrzymać i pomyśleć nad tym, co się naprawdę w życiu liczy. To las i czyste powietrze. To miejsce, gdzie można na powrót poczuć fizyczny kontakt z rzeczywistością. To brudzenie sobie rąk i kaleczenie skóry. To zimne noce i ciężkie kloce drewna.

Szkoda, że byłem tam tak krótko i że na moje ponowne katharsis nie starczyło czasu. Teraz siedzę za biurkiem, dusząc się w robocie i myśląc o powrocie. Zazdroszczę Luboszowi z Chaty Socjologa, że on może się spocić i podrapać sobie dłonie w lesie, że jego ubrania przesiąknięte są dymem ogniska, że może zmarznąć w nocy i wstać z łamiącym bólem kręgosłupa, ale wstać wiedząc, że ma w tym jakiś cel i znając wartość swojego wysiłku.

Znowu jestem pośród cywilizacji. Obluzowana tablica informacyjna w starym miejskim autobusie rezonuje mocno w rytm silnika i wydaje niemożliwy do wytrzymania jazgot. Zagłusza i przytłacza wszystkie dźwięki, nie pozwalając skupić się na tym, co w życiu ważne. Nie pozwala usłyszeć bicia własnego serca.

drwa

*****

A tak w praktyce wygląda brudzenie sobie rąk (w Full HD rzecz jasna):

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s