Budzisz się na leżance w ciemnej kabinie ciężarówki, oświetlonej jedynie wątłą poświatą diod deski rozdzielczej. Przez przednią szybę widać tylko krótki odcinek asfaltu rozświetlonego reflektorami. Z głośników leci tradycyjna muzyka w nieznanym Ci języku, a oprócz tego słychać tylko monotonny warkot silnika. Spoglądasz na kierowcę – nie przypominasz sobie, byś widział/a go kiedykolwiek wcześniej.

Pamięć jak na złość nie wraca. Może to udar słoneczny, a może ciężki kac spowodowany wypiciem dziwnego wysokoprocentowego trunku, z którym nie poradził sobie Twój żołądek? Widzisz swojego towarzysza podróży przysypiającego na siedzeniu pasażera. Ile czasu minęło? Może w tym amoku prowadził Cię od auta do auta, a może nawet dawno przekroczyliście już granicę? Czy to jeszcze Turcja, czy może już Iran?

Oczywiście to zupełnie wymyślona sytuacja, choć znając możliwości azjatyckich bimbrowników, wcale nie nierealna.

Turcy i Irańczycy to narody bardzo do siebie podobne pod wieloma względami, jednakże podróżując przez te kraje udało nam się także wychwycić pewne subtelne różnice. Poniższa lista to zbiór takich właśnie ciekawostek, na które wielu ludzi pewnie nawet nie zwróciłoby uwagi, ale dla mnie dostrzeżenie ich było bardzo ważnym elementem podróży, ponieważ pozwoliło wykształcić sobie w umyśle profil przeciętnego mieszkańca jednego i drugiego kraju. Wiele z tych smaczków dotyczy kierowców i podróżowania, ponieważ znaczną część czasu spędziliśmy właśnie w drodze i mieliśmy do czynienia głównie z kierowcami.

Turecki tir w Iranie, a dokładniej na obwodnicy Teheranu.

Turecki tir w Iranie, a dokładniej na obwodnicy Teheranu.

SAMSUNG CSC

Irański kierowca na tle tureckiego wulkanu.

Zacznijmy jednak od nakreślenia podobieństw pomiędzy oboma narodami. Turcy i Irańczycy wyglądają i ubierają się podobnie. Zazwyczaj mają czarne włosy i ciemniejszą od naszej karnację, chociaż i od tego zdarzają się wyjątki. Moda męska przypomina polską wiejską dyskotekę, czyli koszula w kratę i niebieskie dżinsy. Kobiety w obu krajach stroją się na tę samą modłę, z tą różnicą, że w Iranie zakrywanie głowy jest obowiązkowe, a w Turcji to raczej kwestia wyboru lub tradycjonalizmu rodziny.

Oba kraje łączy także historia ich kultury. Zarówno Turcy, jak i Irańczycy mają swój własny język, istniejący i pielęgnowany od tysięcy lat, a jednocześnie w obu przypadkach wraz z narzuceniem im religii przez Arabów pojawiły się także naleciałości z języka arabskiego. I tak tureckie „teşekkur” oraz perskie „motshakeram” posiadają ten sam rdzeń co arabskie „shukran”, czyli „dziękuję”. Irańczycy otwarcie nie lubią Arabów i uważają ich za najeźdźców, Turcy natomiast raczej o tym nie mówią, chociaż możliwe, że mają o nich podobne zdanie.

Turcję i Iran łączy także sposób organizacji miast, infrastruktury drogowej, tworzenie „tematycznych” uliczek, gdzie w każdym sklepie sprzedaje się tylko jedną rzecz (np. wentylatory, sedesy, namioty, sprężyny, żarówki), czy także tryb życia, w którym centra miast ożywają po zmroku. Oczywiście także tutaj dostrzec można różnice, ale o tym zaraz. A co faktycznie odróżnia Turka od Irańczyka?

SAMSUNG CSC

Mówiąc o „tematycznych uliczkach” to właśnie mamy na myśli: sklep z kotwicami w Stambule. Obok były oczywiście sklepy z bojami, kapokami, linami i wiele innych.

I żeby nie być gołosłownym - sklep ze sprężynami :)

I żeby nie być gołosłownym – sklep ze sprężynami :)

Przystanek na czaj

Podróżując przez Turcję autostopem spodziewać się możemy, że nasz kierowca co jakiś czas zatrzymywać się będzie na szklaneczkę czaju w przydrożnej czajowni. Mniej więcej co godzinę Turek potrzebuje takiej przerwy, bo bez tego ani rusz, po prostu usycha i przestaje sprawnie funkcjonować. Czajownie na szczęście rozsiane są często i gęsto, aby sprostać zapotrzebowaniu licznego i wiecznie spragnionego narodu.

SAMSUNG CSC

Turecki czaj, którym pewien turecki kierowca wraz z rodziną poili nas do 3 rano!

A Irańczyk? Irańczyk nie zaprząta sobie głowy zatrzymywaniem się. Wielu kierowców wozi ze sobą małe elektryczne czajniczki zasilane przez gniazdo 12V albo także przyrządza herbatę w termosie i popija w czasie jazdy ze szklaneczek przypominających nasze znane i lubiane musztardówki. Przez większość pobytu w Iranie największą zagwozdką było dla nas jednak to, jak utrzymać w tirze czaj, by nie oblać wrzątkiem jaj? Odpowiedź okazała się niesamowicie prosta, ale minęły dobre dwa tygodnie, zanim ktoś zdradził nam ten zaskakujący trik. A czy Wy wiecie, jak to zrobić? Odpowiedź na końcu artykułu!

DCIM123GOPRO

Jak utrzymać w tirze czaj, by nie oblać wrzątkiem jaj?

Turecki czaj jest zawsze ciemny i mocny, ale sami Turcy raczej nie przywiązują wagi do jego pochodzenia – ważne, by był dobry. Irańczycy wręcz przeciwnie – za każdym razem podkreślają, że to irańska herbata (o ile to akurat irańska herbata), chociaż sama w sobie nie jest ona jakoś szczególnie wybitna. Zdaje się, że zagłębiem produkcji herbaty w Iranie są okolice miasta Rasht nad Morzem Kaspijskim. Irańska herbata jest także dość zróżnicowana – dla przykładu pierwsza, którą nas poczęstowano w Teheranie, to była herbata szafranowa.

Co ciekawe, oba narody różnią się także sposobem słodzenia herbaty. Turcy zazwyczaj wrzucają do szklaneczki jedną lub dwie kostki cukru, takiego samego, jaki można kupić i u nas. W Iranie natomiast kostki cukru są raczej bezkształtne i dużo twardsze, przypominające bardziej landrynki. Nie wrzuca się ich do szklanki, tylko zagryza między zębami i przelewa przez nie gorący czaj. Niekiedy do czaju dodawane są także cukrowe „lizaki”, które moczy się w szklance wedle uznania.

SAMSUNG CSC

Irańska herbata i charakterystyczne cukrowe „lizaki”.

Pora na posiłek

Nadchodzi w końcu taki moment, kiedy trzeba coś zjeść. Turecki kierowca tira zajeżdża wtedy do restauracji lub grzecznie zatrzymuje się na przydrożnym parkingu i przygotowuje jedzenie poza samochodem wedle zasady „nie jem tam, gdzie śpię”. Ta zasada jest słynna wśród polskich tirowców – przytaczają ją oni zawsze wtedy, gdy temat rozmowy schodzi na Turcję. Praktycznie każdy polski kierowca miał do czynienia z Turkami podczas postojów na parkingach. Zawsze opowiadają oni także o tym, jak to Turcy częstowani wódką włażą pod naczepę, bo wtedy Allah nie widzi.

Irańczycy za nic sobie mają podobne zasady i posiłki zazwyczaj przygotowują właśnie w kabinie tira. Stawiają wtedy pośrodku kabiny wielką butlę gazową, na nią kładą patelnię lub rondel i wbijają doń kilka jajek. Jajecznica to prawdopodobnie ulubiona potrawa irańskich kierowców, a ciekawa jest w szczególności ta nazywana przez nas „irańską jajecznicą”, czyli wersja z ogromną ilością masła i pomidorami z puszki. Sam robię ją często w domu i gorąco polecam wszystkim spróbować.

Kulinarne smaczki

Turków i Irańczyków różnią także upodobania kulinarne. W obu krajach bardzo popularne są kebaby, czyli pieczone kawałki mięsa, jednakże Turcy wolą jeść „döner kebap”, czyli te popularne także u nas kawały mięsa kręcące się na pionowym rożnie, natomiast Irańczycy preferują „shish kebab”, czyli kawałki mięsa nabijane na szpikulce jak szaszłyki i pieczone na ruszcie.

SAMSUNG CSC

Izabela i jej kebap w Trabzonie w oczekiwaniu na irańską wizę :)

SAMSUNG CSC

Pieczona wątróbka – czad!

Turecka kuchnia jest także zazwyczaj świetnie doprawiona, czego nie można powiedzieć o kuchni irańskiej. Zdarza się, że w irańskiej knajpie dostajemy grillowane mięso niezamarynowane ani niedoprawione w żaden sposób, można to jednak poprawić we własnym zakresie. W knajpach dostępne są jednak jedynie sól, pieprz i ostra papryka, mimo że na bazarowych straganach znaleźć można całe kopce różnorodnych przypraw.

SAMSUNG CSC

Przyprawy na bazarze w Shiraz.

Coś, co obojgu nam nie przypadło do gustu w obu krajach, to ryż. Turcy mają swoją tradycyjną potrawę, którą często sprzedaje się na ulicy z wózków podobnych do maszyn do popcornu. Jest to połączenie ryżu z kawałkami gotowanego kurczaka i ciecierzycą. W Europie ta potrawa znana jest jako pilav, co po turecku oznacza po prostu… ryż. Jest to najtańsza forma tureckiego fastfoodu, jednak za każdym razem po zjedzeniu pilavu strasznie bolały nas brzuchy.

Irańczycy jedzą ryż w dużo większych ilościach i, podobnie jak w przypadku herbaty, za każdym razem podkreślają, że to ryż irański. Różni się on od tego, który dostać możemy w Polsce: ziarna są zazwyczaj wąskie i dużo dłuższe. Wielką kupę suchego ryżu podaje się do każdego posiłku i jest ona równie wielka niezależnie od tego, czy porcja przeznaczona jest dla rosłego chłopa, czy dla kilkuletniego dziecka. Jako że w irańskiej kuchni rzadko kiedy razem z mięsem pojawia się sos, to aby nieco omaścić suchy ryż, w restauracjach często dodaje się do potraw małą kostkę masła. Po trzech tygodniach w Iranie miałem tego zdecydowanie powyżej uszu.

SAMSUNG CSC

Ryż, wszędzie ryż!

Czym jest ten cholerny autostop?

Jeśli w Turcji podejdzie do Ciebie ktoś i zapyta, co robisz stojąc z plecakiem przy drodze, to odpowiedź „otostop” jest zazwyczaj wystarczająca i w pełni zrozumiała. Oczywiście zdarzają się i tacy, którzy uparcie twierdzić będą, że tutaj nic nie złapiesz, że o tej porze nic już nie jedzie, że za godzinę będzie autokar, a niedaleko jest przystanek. Mimo wszystko Turcja to autostopowy raj i prawdopodobnie po żadnym kraju na świecie nie jeździ się przyjemniej.

A Iran? Nooo, tu jest gorzej… W Iranie owszem, zatrzymuje się dziesięciu kierowców, ale każdy zdaje się wiedzieć lepiej, czego potrzebujesz. Niektórzy oferują podwózkę za kasę, inni chcą biednego autostopowicza zaciągnąć na dworzec autobusowy, a jeszcze inni są po prostu ciekawscy. Samo pojęcie autostopu jednak po prostu nie istnieje. Wytłumaczenie któremuś, co się tak właściwie robi, graniczy z cudem, ale jak się uda, to podróż jest bardzo przyjemna.

SAMSUNG CSC

Irańscy tirowcy, którzy nie dość, że uratowali nas przed nadgorliwą policją, to jeszcze nakarmili, a pan po lewej odstąpił nam na noc kabinę swojego tira, a sam spał u kolegi :)

Skąd bierze się ta różnica? Podejrzewam, że główną przyczyną jest różnica w cenach benzyny. W Turcji za litr trzeba zapłacić około 6-7 zł, podczas gdy w Iranie jest to koszt rzędu… 50 groszy. Skutkiem tego, o ile tureckie miasta są zapełnione lepszymi i gorszymi samochodami, to na dalekodystansowe podróże własnym autem stać tylko nielicznych. Z tego też względu tureckie krajówki, mimo że przykryte pięknym asfaltem, zazwyczaj są niemalże opustoszałe. Tureccy kierowcy mogą być więc przyzwyczajeni do pomagania tym, których nie stać na podróż pomiędzy miastami, chociaż samych autostopowiczów widuje się tam raczej rzadko.

SAMSUNG CSC

Tureckie drogi – porządne, ale raczej opustoszałe

W Iranie natomiast, jako że benzyna jest tania jak barszcz, a ropa jeszcze tańsza (25 gr/litr), to praktycznie każdego stać na auto i jeżdżenie nim po kraju. Irańskie autostrady i międzymiastówki są więc przepełnione pojazdami wszelkiej maści, od starych gruchotów począwszy, po prawdziwe limuzyny. Z autostopu nikt nie korzysta, bo nie musi. A komu przyjdzie do głowy, że ktoś mógł przyjechać z bogatej Europy i nie mieć własnego auta? Niepojęte!

SAMSUNG CSC

Auto w Iranie trzeba mieć – lepsze lub gorsze, ale zawsze!

Na co komu mur?

Tureckie domy zazwyczaj nie są ogrodzone, a nawet jeśli, to przez płot widać suszące się pranie albo sznury nawleczonej na nitkę papryki, rozwieszonej na słońcu do wysuszenia. Turcy nie mają szczególnych powodów, by się zasłaniać, i zazwyczaj tego nie robią.

SAMSUNG CSC

W Iranie jest inaczej i tutaj kwestia ogrodzenia domu podyktowana jest względami prawnymi. Ale to nie prawo nakazuje budować mury – to mury pozwalają Irańczykom robić to, co jest prawnie zakazane. I tak Irańczyk, który swoje domostwo otoczył dwumetrowym murem, może sobie pośrodku podwórka położyć talerz anteny satelitarnej (na dachu albo ścianie za bardzo rzucałby się w oczy…), po owym podwórku może sobie biegać pies, kobiety mogą chodzić bez nakrycia głowy, a i swobodnie może się odbywać tam pędzenie bimbru. Irańczyk jest panem w swym domostwie i za murem wolno mu robić, co mu się żywnie podoba.

DCIM125GOPRO

Antena satelitarna umieszczona wewnątrz otoczonego murem irańskiego podwórka. Można? Można.

Dźwięki z głośników

Czy muzyka, której słuchają Turcy i Irańczycy, także się różni? Owszem, i to bardzo, a powody ku temu są głównie… polityczne.

Przez lata turecka scena muzyczna rozwijała się bez przeszkód, swobodnie korzystając z inspiracji płynących z Zachodu. Turcy jednak nie lubią słuchać obcego i wolą tworzyć własne. W ten sposób na dzień dzisiejszy Turcja może poszczycić się ogromną ilością kapel tworzących bardzo dobrą muzykę każdego gatunku, od metalu zaczynając, a na dubstepie kończąc. Często łączy ona nowoczesne brzmienia z tradycyjnymi instrumentami, co tworzy niepowtarzalną kompozycję. Na tureckich kanałach muzycznych i w tureckim radiu słychać głównie rodzimą twórczość, ponieważ mając tak znakomitą bazę, Turcy nie muszą uciekać się do słuchania zagranicznej muzyki.

W Iranie natomiast sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Ze względu na głęboką izolację polityczną i szerokie restrykcje prawne, tworzenie i słuchanie muzyki „zepsutego Zachodu” nie jest mile widziane. Irańczycy mają więc bardzo ograniczone pole do popisu w tej kwestii. Publiczna telewizja puszcza raczej tylko tradycyjną i często religijną muzykę, co nie podoba się młodym. Dlatego też Irańczycy w formie buntu skłaniają się do „nielegalnego” słuchania zachodniej muzyki. Najłatwiejszy dostęp do niej daje telewizja satelitarna. Podobno dwa najpopularniejsze kanały muzyczne w Iranie to… polskie Viva i 4fun TV! My zaś byliśmy szczerze zszokowani, kiedy w jednym domu spotkaliśmy chłopaka znającego na pamięć teksty Modern Talking, a w innym dane nam było oglądać… koncert Akcentu na Polo TV! Z drugiej strony niektórzy nic sobie z zakazów nie robią i zachodnią muzykę puszczają publicznie. Pamiętam, że w pewnej knajpie z głośników darła się Britney Spears!

Akcent_M

Poznajecie? :)

Po bagażniku ich poznacie

Pokażcie mi bagażnik, a powiem Wam, skąd pochodzi kierowca!

Standardowym wyposażeniem tureckiego bagażnika są trzy rzeczy: zestaw do parzenia czaju (czyli dwa lub trzy postawione jeden na drugim czajniczki oraz charakterystyczne szklaneczki), podwójny składany ruszt (do kupienia w każdym sklepie, a na bazarze w Stambule na stoisku z rusztami dostępny w dziesiątkach kształtów i rozmiarów) oraz siekiera, co by w nagłej potrzebie można było sobie narąbać patyków i rozpalić ognisko. Na poboczach tureckich dróg faktycznie znaleźć można pozostałości niewielkich ognisk, kiedy to zdesperowany kierowca zatrzymał się, by zaparzyć czaj, bo nie pił już żadnego od dobrej godziny.

SAMSUNG CSC

Zawartość irańskiego bagażnika jest zgoła inna. Po pierwsze znajduje się tam okrągły pokrowiec z samorozkładającym się namiotem (wiecie, o jaki chodzi), duża kuchenka gazowa oraz zestaw garnków i patelni, co by w każdej sytuacji można było urządzić sobie pełnoprawny piknik – a znając Irańczyków, może im się tego zachcieć w każdej chwili.

SAMSUNG CSC

Ludzie piknikujący nad brzegiem Morza Kaspijskiego. W parku nieopodal tych namiotów stało kilkadziesiąt!

Co ciekawe, dla porównania standardowym wyposażeniem każdego marokańskiego auta jest ogromny baniak z wodą – a mimo że Turcja i Iran charakteryzują się podobnym klimatem, to wożenie ze sobą zapasu wody nie jest wcale tak oczywiste, nawet przy przemierzaniu pustynnych dróg.

Na otarcie łez

Oba narody różnią się także… używanymi chusteczkami! Turcy korzystają zazwyczaj z wilgotnych chusteczek, którymi łatwo otrzeć pot z czoła, natomiast na wyposażeniu każdego irańskiego samochodu jest kartonowe pudełko z suchymi chusteczkami. Co więcej, wilgotne chusteczki są tam dużo trudniej dostępne, a raz irański kierowca, którego nimi poczęstowaliśmy, wyglądał na naprawdę zdziwionego tym wynalazkiem! Niby dzieli ich zaledwie granica, a tu nagle taka różnica!

No i najważniejsze – skąd ten kac?

Jeśli faktycznie znaleźlibyście się w sytuacji takiej, jaką opisałem na początku artykułu, to z pewnością zastanawialibyście się, co było jej przyczyną.

Alkohol w Turcji jest legalny, jednakże jak na nasze standardy – niesamowicie drogi. Półlitrowa butelka tradycyjnego tureckiego anyżowego trunku – rakı – kosztuje w sklepie jakieś 70 zł. Pije się go rozcieńczonego z wodą, więc de facto drink ma jakieś 20% mocy, a mimo to Turcy srogo się przy tym krzywią. No cóż – nie są tak wyćwiczeni w boju jak my.

2014-08-05 22.33.40_M

Rakı, czyli anyżowa wódka. Rozcieńczenie wodą powoduje charakterystyczne zabarwienie płynu na biało.

W Iranie natomiast alkohol jest całkowicie zakazany i w sklepach dostać można jedynie bezalkoholowe piwo, przypominające raczej oranżadę. Prawdziwy alkohol pochodzi natomiast z dwóch źródeł: jest przemycany (głównie z Armenii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich) lub produkowany w zaciszu obudowanych murem domostw. Irańczycy na produkcji alkoholu nie znają się jednak w ogóle: robią kwaśne wino albo nieznośny bimber, a do tego niekiedy łączą oba trunki, co jest mieszanką raczej wybuchową. Dlatego też radzimy uważać ze wznoszeniem toastów w Iranie!

SAMSUNG CSC

Irańskie domowe wino

A czy Wy, jeśli także byliście w tych krajach, zwróciliście uwagę na inne drobne smaczki? A może także w innych zakątkach świata zwróciliście uwagę na takie różnice? Podzielcie się koniecznie w komentarzach!

PS: Odpowiedzią na zagwozdkę z parzącym czajem jest… poruszanie szklanką w górę i w dół! Kiedy płyn na przemian bezwładnie spada (ruch w dół) lub wciskany jest w szklankę (ruch w górę), to nie ma czasu chlustać na boki!

Reklamy

One thought on “Czy to jeszcze Turcja, czy może już Iran?

  1. Jako szczęśliwy małżonek Turczynki potwierdzam to co napisano na temat Turcji. Gratuluję przejrzystego i żartobliwego języka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s