Niektórzy z Was – a konkretnie ci, którzy czytali ostatniego posta Izy – słyszeli już, że wybrałem się niedawno do krainy mlekiem i miodem płynącej w poszukiwaniu skarbów. Mówiąc bardziej prozaicznie – pojechałem do Wielkiej Brytanii trochę popracować przez wakacje, żeby zarobić na nasz następny wyjazd. Zapewne z naszej facebookowej strony dowiedzieliście się już, że zaledwie wczoraj Iza zabukowała loty do Biszkeku na październik. Tak – lecimy do Azji! A co więcej, loty zarezerwowaliśmy tylko w jedną stronę i jak na razie powrót do Europy znajduje się poza horyzontem naszych dalekosiężnych planów.

Poniższy wpis będzie dotyczył autostopowej – bo jakże by inaczej – podróży na Wyspy oraz tego, jak udało nam się znaleźć pracę. Niedługo postaram się także napisać co nieco o tym, jak dokładnie wyglądało poszukiwanie pracy, co może przydać się osobom mającym podobne plany. A jako że tu jestem – to każdy wolny czas postaram się wykorzystać na kręcenie się po okolicy, więc już niedługo możecie spodziewać się wpisów typowo podróżniczych.

Zacznijmy od tego, że Iza dostała pracę w Bieszczadach (i jest tam od paru dni), a więc ja, żeby nie kisić się w Krakowie pracując za psie pieniądze, postanowiłem wyruszyć do UK, które opuściłem dwa lata temu, skończywszy tutaj studia. Wtedy życie w tym kraju bardzo mnie męczyło (głównie ze względu na wymagające studia), postanowiłem więc zostać bezdomnym, zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt i ruszyłem przed siebie. Od dwóch lat tułałem się to tu, to tam, ale przyszedł w końcu moment, kiedy zatęskniłem za spokojnym życiem na Wyspach i tutejszymi zarobkami.

Przygotowania do wyprawy rozpocząłem od poszukiwania kompana. Rzuciłem ogłoszenie na Facebooku oraz na Parowniku – i właśnie na tym ostatnim udało mi się znaleźć Adriana. Swoją drogą w ten sam sposób rok temu poznaliśmy się z Izą. Skoro zadziałało dwa razy, i dwa razy bardzo dobrze, to zdecydowanie mogę polecić ten serwis osobom rozglądającym się za towarzyszem podróży.

Kompan trafił mi się świetny, szczególnie biorąc pod uwagę to, że zdarzało mi się już jeździć z osobami, z którymi po prostu się nie dogadywałem i których miałem dość po bardzo krótkim czasie. Wiecie, wszystko zależy od zbieżności wizji podróżowania – jeśli jedna osoba czerpie przyjemność z łapania stopa, a druga nie widzi w tym sensu i uznaje tylko płatny transport za słuszny, to nie ma co liczyć na znalezienie wspólnego języka. Obawiałem się, że Adrian będzie marudził i narzekał, bo był to jego pierwszy dłuższy autostopowy wyjazd i tak naprawdę nie wiedziałem, czego się spodziewać. Okazało się jednak, że to chłop na schwał. Ani razu nie usłyszałem od niego słowa skargi, a parokilometrowy marsz traktował bardziej jako standardowy element podróży, a nie jak zło konieczne lub – co gorsza – moją winę, bo zdarzają się i tacy „towarzysze”.

SAMSUNG CSC

Wyruszyliśmy z Krakowa dwa tygodnie temu we czwartek. Wystartowaliśmy w samo południe z Orlenu przy autostradzie A4 i bez problemu dostaliśmy się pod sam Wrocław. Tam jednak pojawiły się pewne trudności. Nie udało nam się złapać żadnej dłuższej podwózki w kierunku Niemiec – zawiódł zarówno duży MOP przed Wrocławiem, jak i ten słynny Orlen na Bielanach. Po paru godzinach dotarliśmy w końcu do małej stacji tuż przy zjeździe na Legnicę. Powiem szczerze, że patrząc na panujący tam ruch miałem już przed oczami wizję spędzenia tam nocy (a może i reszty życia). Wbrew mojemu czarnowidztwu mieliśmy jednak ogromne szczęście – po całkiem niedługim czasie zatrzymał się tam busiarz jadący do… Kolonii. Wyszło więc całkiem nieźle – o czwartej nad ranem byliśmy już po drugiej stronie Niemiec. Wysiedliśmy w odpowiednim miejscu i spędziliśmy noc w namiocie na świeżo skoszonej łące.

Następnego dnia w kilka podwózek dotarliśmy za Kolonię, potem pod Aachen, a stamtąd trafiliśmy już na busiarza, który zabrał nas do Dunkierki. Zaraz po północy wsiedliśmy na prom, a o trzeciej rano rozbijaliśmy już namiot w krzakach po drugiej stronie kanału. Dotarcie do UK zajęło nam więc jakieś 39 godzin.

SAMSUNG CSC

Problemy pojawiły się po drugiej stronie kanału, ponieważ był weekend i ciężko było przedostać się za Londyn, a nie chcieliśmy utknąć gdzieś w obrębie tej olbrzymiej aglomeracji. Po wielu perypetiach spędziliśmy w końcu deszczowy wieczór na pace u polskich busiarzy, zajadając się smażonym kurczakiem i pijąc piwo.

Nasz plan pobytu w UK przewidywał, że przez jakiś czas będziemy kręcić się od miasta do miasta w poszukiwaniu pracy, a przy okazji odwiedzimy paru moich znajomych rozsianych po kraju. Chcieliśmy dostać się najpierw do Oxfordu, a potem udać się do Aberystwyth, gdzie mieliśmy zatrzymać się na kilka dni. Spodziewaliśmy się, że miną dobre dwa tygodnie, zanim w końcu gdzieś osiądziemy. Kręcąc się po parkingu w okolicach Dover udało nam się jednak znaleźć busiarza jadącego do… Coventry. No cóż – postanowiliśmy zmienić plany i odwiedzić najpierw moich znajomych Mariusza i Dorotę w Leicester, tak więc złożyliśmy im niespodziewaną wizytę. Dotarliśmy tam w niedzielę na wieczór i zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci.

SAMSUNG CSC

Stwierdziliśmy, że skoro tu już jesteśmy to możemy załatwić parę spraw i… tak jakoś wyszło, że tutaj zostaliśmy. We wtorek zarejestrowaliśmy się w agencji, w czwartek obaj mieliśmy już pracę, a w niedzielę przenieśliśmy się do wynajętego pokoju, bo głupio nam było tak siedzieć Mariuszowi i Dorocie na głowach.

Wszystko potoczyło się więc dużo szybciej i dużo łatwiej, niż się spodziewaliśmy w najśmielszych marzeniach. Adrian pracuje w magazynie sklepu internetowego sprzedającego ciuchy. Ja też pracowałem tam przez kilka dni (i przyznam, że była to najfajniejsza praca, jaką dotychczas miałem). Potem agencja przeniosła mnie jednak do innego zakładu i obecnie zajmuję się… produkcją taśmy klejącej. Dzisiaj dowiedziałem się, że większość taśmy idzie na eksport do Australii i Indonezji, więc niewykluczone, że w czasie naszej podróży natrafię gdzieś w azjatyckim sklepie na rolkę taśmy, którą sam przepuściłem przez ręce! Tym sposobem firma Advance Tapes Internetional Ltd ma szansę stać się głównym sponsorem naszej podróży :D

SAMSUNG CSC

Tymczasem jednak rozpoczyna się weekend, a będąc tutaj chcemy wykorzystać wolny czas jak najbardziej aktywnie. Obaj zaopatrzyliśmy się już w rowery, a ja dzisiaj dostałem od człowieka z pracy bagażnik i małą torbę na niego, tak więc właśnie zabieramy się do pakowania. Razem z Adrianem i Dorotą zamierzamy jeszcze dzisiaj wybrać się za miasto i spędzić noc obozując w namiocie, a więc już niedługo spodziewajcie się sporej ilości zdjęć!

SAMSUNG CSC

Reklamy

2 thoughts on “Podróż do krainy mlekiem i miodem płynącej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s