Niniejszy tekst jest odpowiedzią na artykuł, który pojawił się przed dwoma dniami na blogu Stacja Filipa. Zainteresowanych odsyłam do lektury – polecam zrobić to przed przeczytaniem poniższego tekstu.

Stacja Filipa: Czego uczą podróże?

W skrócie: jest to opinia na temat muzułmanów, jaką Filip wyrobił sobie w czasie swoich podróży po świecie. Jego opinia jest negatywna, czyli zupełnie odwrotnie niż w moim przypadku.

W swoim tekście Filip skupia się w głównej mierze na kontraście, jaki zaobserwował pomiędzy muzułmańską, arabską dzielnicą Jerozolimy, a jej żydowską częścią. Zwraca uwagę na różnice w czystości i porządku na ulicach, ale przede wszystkim – ufności i otwartości ludzi. Nie został ciepło przyjęty w części zamieszkałej przez Palestyńczyków. Jak wspomina – z podobną reakcją spotkał się także ze strony muzułmańskich imigrantów w Paryżu i Londynie. I w sumie – wcale im się nie dziwię.

Europejskie getta i muzułmańskie rejony Izraela są moim zdaniem bardzo kiepskimi miejscami, żeby wyrabiać sobie opinię o wyznawcach islamu. Mieszkający tam ludzie po prostu nie czują się tam jak u siebie. Przebywanie na obcym terenie wyzwala pewne mechanizmy obronne. Coś jak zwierzę – lub grupa zwierząt – które nagle znajdzie się na żerowisku innego gatunku i musi walczyć o przetrwanie według znanych sobie metod. Uruchamia się instynkt stadny i inne takie. Przekładając to na nasze realia: nasila się nacjonalizm i poczucie odrębności, pojawia się ksenofobia. Palestyńczycy są w gruncie rzeczy w nieco innej sytuacji niż imigranci w Europie, bo mieszkają na terenie dzisiejszego Izraela już od setek lat. Teraz natomiast są stłamszeni przez przybyłych nie wiadomo skąd Żydów. To trochę tak, jakby na teren rodzimego gatunku wkroczył gatunek inwazyjny i zaczął zdobywać przewagę w walce o pożywienie. Coś takiego jak było z królikami sprowadzonymi do Australii.

Wyrabianie sobie generalnej opinii na temat muzułmanów na podstawie kontaktów z mieszkańcami takich miejsc jest jak wyrabianie sobie opinii o Polsce i Polakach na podstawie kontaktów z polskimi imigrantami w Wielkiej Brytanii. Całkiem niedawno pewien pan podwiózł mnie i Adriana w okolicach Londynu. Powiedział nam wtedy tak:

– Wy, Polacy, jecie strasznie dużo makaronu! Kiedyś pracowałem z Polakami przy zbiorze owoców i oni ciągle jedli makaron!

– Cóż – odpowiedziałem – pewnie makaron był po prostu najtańszy.

Nie jesteśmy makaroniarzami, nie? Moje zdanie jest więc takie, że aby wyrobić sobie opinię o danym społeczeństwie lub kulturze, trzeba udać się tam, gdzie ludzie czują się jak u siebie w domu, gdzie mają swobodę wyrażania swojej tożsamości. W przypadku Polaków – do Polski, w przypadku muzułmanów – do krajów muzułmańskich.

SAMSUNG CSC

Na uprzejmość i przychylność ludzi w Iranie nie musieliśmy narzekać.

W czasie swoich podróży w krajach muzułmańskich spędziłem już łącznie jakieś trzy miesiące i uważam ten czas za najlepsze miesiące mojego życia. Co prawda żaden z tych krajów nie był stricte arabski: Maroko (w połowie berberskie), Turcja (turecko-kurdyjska) i Iran (będący etnicznym kotłem, głównie persko-azerskim, zaś arabskim w zaledwie niewielkim procencie). Wszystkie te kraje zajmują czołowe pozycje w rankingu moich ulubionych miejsc (gdzieś między nimi przewija się jeszcze Armenia, ale jej niestety nie zdążyłem poznać aż tak dobrze). W każdym z nich spotkałem się z olbrzymią gościnnością, uprzejmością, otwartością – czyli z tym, czego zdecydowanie brakuje wielu europejskim społeczeństwom. Oczywiście wszędzie, szczególności w Maroko, zdarzali się irytujący naciągacze, ale tak jest w każdym turystycznym miejscu na Ziemi, niezależnie od kultury i wyznawanej religii. Niestety to właśnie na podstawie kontaktów z takimi ludźmi turyści wyrabiają sobie opinie – nawet Filip o nich wspomina.

Nie próbuję tutaj nikomu zarzucać ksenofobii lub braku tolerancji – apeluję jedynie o to, aby dać muzułmanom jeszcze jedną szansę. Zbyt wielu ludzi wyrabia sobie opinie na podstawie doniesień z telewizji, kontaktów z imigrantami (w Polsce i na Zachodzie) czy sporadycznych interakcji po wyjściu z hotelu w czasie wycieczki all-inclusive. A to wciąż za mało.

Zapewne gdybym miał sobie tak pochopnie wyrabiać opinie o pewnych narodach, to Gruzinów z miejsca sklasyfikowałbym jako chamów i prostaków – i opinia ta byłaby w dużej mierze oparta na kontaktach z ludźmi wypaczonymi przez turystykę. Pamiętam, że na krótko po opuszczeniu Gruzji chciałem nawet napisać artykuł na blogu o tym, jacy to Gruzini źli i niedobrzy – tylko kto by się ze mną zgodził? I dobrze, że się wtedy powstrzymałem, bo z perspektywy czasu stwierdzam, że Gruzini to w rzeczywistości bardzo mili i pomocni ludzie – po prostu to my trafiliśmy w dużej mierze na tych niewłaściwych, ale to wynikało z konwencji wycieczki. Zamierzam w przyszłości dać Gruzji jeszcze jedną szansę – tym razem na spokojnie, bez uprzedzeń, z dala od turystycznego zgiełku.

Filipowi także polecam danie muzułmanom jeszcze jednej szansy – pozwolenie im na pokazanie swojego świata powoli, bez pośpiechu, takim, jaki jest.

SAMSUNG CSC

Irańczycy w swoim naturalnym środowisku – czyli na pikniku

Skąd się wzięły kupy śmieci?

W drugiej części artykułu chciałbym odnieść się do innej kwestii poruszonej przez Filipa – do śmieci na ulicach arabskiej części Jerozolimy. Sam widziałem ich wiele w różnych odwiedzanych przeze mnie miejscach i raczej nigdy nie uznałbym ich za budzące pozytywne wrażenia. Szczególnie przerażały mnie śmieci wzdłuż dróg w Turcji i Iranie – butelki i worki foliowe wyrzucane przez okna w czasie jazdy. Pamiętam widok, kiedy zachodzące słońce na Wielkiej Pustyni Słonej oświetliło tysiące worków zaczepionych jak flagi na przydrożnych badylach. Niemile wspominam także widok śmieci pozostawionych przez turystów na Erg Chebbi – czyli najczęściej odwiedzanych wydmach w Maroku. Ile mogłem, tyle pozbierałem i zabrałem ze sobą.

SAMSUNG CSC

Jaszczurka w swoim „naturalnym” środowisku na Wielkiej Pustyni Słonej w Iranie.

2013-07-22 09.15.17_S

Marokański osioł dachowiec grzebiący w śmieciach na ulicy. Assa, południowe Maroko.

2013-07-17 15.24.52_S

Śmieci na przedmieściach Marrakeszu.

Fakt faktem, śmieci są w krajach muzułmańskich sporym problemem. Ale nie tylko tam. Znowu nie jest to kwestia kultury czy religii. Myślę, że przyczyna leży zupełnie gdzie indziej.

Śmieci wzięły się z naszego świata. Tak, to my je „wynaleźliśmy”. W dawnych czasach społeczeństwa nie produkowały wielu odpadków. Wszystko dało się przerobić na kompost lub opał, metal przetopić, kamienie ze zrujnowanego budynku wykorzystać przy budowie następnych. Ciekawostka dla moich znajomych ze studiów: wiedzieliście, że zamek w Aberystwyth został po kawałku rozebrany, a materiały wykorzystane przy budowie domów stojących dziś na promenadzie? No, bo po co komu taki zamek?

Śmieci zaczęły pojawiać się masowo wraz z rewolucją przemysłową, a dokładniej wraz z wynalezieniem plastiku i opakowań jednorazowych. Tyle, że my ewoluowaliśmy wraz z nimi, a wraz z nami – przyzwyczajenie, żeby po sobie sprzątać. Śmieci pojawiały się w naszym świecie stopniowo i stopniowo zaczęliśmy stawiać na nie odpowiednie pojemniki. Mieliśmy czas, żeby się do nich przyzwyczaić.

W innych kulturach natomiast do całkiem niedawna wszystko odbywało się jeszcze w stary, prawie bezśmieciowy sposób. Jedzenie kupowało się na bazarach, gdzie wszystko stało w wielorazowych workach, skrzyniach, koszach i misach. Każdy przynosił ze sobą własne kosze i torby na zakupy.

SAMSUNG CSC

Plastik przyszedł znienacka i ludzie nie wiedzieli, jak sobie z nim poradzić. Wraz z plastikiem nie przyszła śmietnikowo-wysypiskowa infrastruktura ani przyzwyczajenia, wszystko lądowało więc na ulicy. Wbrew pozorom całkiem sporo czasu potrzeba, żeby nauczyć społeczeństwo współżycia z plastikiem. Jedno czy dwa pokolenia to wciąż może być za mało. Swoją drogą my także jesteśmy raczej mało odpowiedzialni za nasz plastik, ale nam przynajmniej już postawiono kosze na śmieci i wpojono w szkole wiedzę o recyklingu. Mimo wszystko odpadków wciąż generujemy o wiele za dużo.

A wracając do artykułu Filipa i powodów, dla których żydowska część Jerozolimy jest mniej zaśmiecona niż muzułmańska – Żydzi ewoluowali tu razem z nami i byli obecni przy rewolucji przemysłowej i przy pojawieniu się plastiku, a potem zabrali go ze sobą do Ziemi Świętej wraz z odpowiednimi nawykami. Na Arabów natomiast plastik spadł jak grom z jasnego nieba, zupełnie bez ostrzeżenia.

Reklamy

One thought on “O kulturach, opiniach i… naszym współżyciu z plastikiem

  1. Po pierwsze przepraszam za to, że tak długo nie reagowałem na Twoją odpowiedź. Niestety, akurat w dniu jej ukazania się wystartowałem w kolejną, bardzo dynamiczną podróż. Myślałem, że gdzieś znajdę chwilę aby usiąść, w spokoju przeczytać Twój tekst i sensownie odpowiedzieć; ale czasu nawet na sen nie wystarczało :)

    Teraz do meritum: piszesz, że nie powinno się wyrabiać opinii o muzułmanach na podstawie mieszkańców Izraela oraz europejskich miast. Częściowo zgadzam się z Twoim rozumowaniem. Ciężko mi jednak pojechać do innego muzułmańskiego państwa, bo Saudowie nałożą na mnie szereg restrykcji, do Iranu nie wjadę ze względu na ogromną chęć zniszczenia Izraela przez Irańczyków, a w Libii, Jemenie, Iraku, Syrii, Tunezji, Algierii, Afganistanie, Pakistanie, Czadzie, Sudanie, Mali, północnej Nigerii istnieje spore ryzyko pozbawienia mnie głowy. To jest ta muzułmańska gościnność?

    Inna sprawa jest taka, że opinię wyrabiamy sobie nie tylko na podstawie kontaktu bezpośredniego. Owszem, to dla mnie najważniejszy sposób poznawania świata. Ale doniesienia medialne, relacje znajomych, przeczytane książki – to wszystko też ma swoją wartość.

    I wreszcie trzecia kwestia, o której pisałem też na blogu. Ja po prostu nie chcę już poznawać tej kultury. Mam jej dosyć. Ona wlewa się do mojego świata drzwiami i oknami, nie pytając o zgodę. Nie podobają mi się jej zasady, denerwuje brzmienie języka i śpiew muezzina. Kolor skóry i prywatne praktyki religijne w najmniejszym stopniu mi nie przeszkadzają.

    Dlaczego nie stosujemy zasady wzajemności? My nie możemy wjechać do Mekki (akurat to jedno z niewielu miejsc świata muzułmańskiego, gdzie chętnie bym się znalazł, ze względu na arcyciekawe ukształtowanie urbanistyczne miasta), a za krzyżyk na szyi grozi nam w niektórych krajach kara śmierci. Oni na swoim terenie żądają respektowania swoich zasad (trwa ramadan? nie napijesz się wody!), a przyjeżdżając do nas… dla odmiany żądają respektowania swoich zasad.

    Fajnie, że Tobie, oraz kilku moim znajomym podobało się w Iranie. Nasłuchałem się sporo o irańskiej gościnności, irańskiej kawie, i tym podobnych. Jednak powtórzę jeszcze raz: w większości muzułmańskich krajów grozi mi barbarzyńskie obcięcie głowy, albo inne tortury rodem ze średniowiecza. I to jest ta gościnność wyznawców proroka?!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s