Jedziemy do Azji – o tym już pewnie czytaliście tu i ówdzie w poprzednich artykułach. Dotychczas jednak nie pisaliśmy zbyt szczegółowo o naszej wielkiej podróży. W gruncie rzeczy jej kształt bardzo długo ewoluował, wielokrotnie zmienialiśmy plany, kombinowaliśmy i próbowaliśmy jakoś to wszystko poskładać do kupy. Dopiero niedawno wyłonił się mniej więcej konkretny zarys, chociaż trudno zaplanować wszystko na tak długo wprzód – a podróżować zamierzamy przez co najmniej dwa lata.

Nie lubimy planować i wolelibyśmy całą Azję zjeździć żyjąc chwilą i nie myśląc o tym, co będzie za tydzień czy miesiąc. O naszym podejściu do planowania najlepiej może świadczyć fakt, że jakieś pół roku temu kupiliśmy trzy przewodniki dotyczące różnych regionów i… żadnego z nich nie przeczytaliśmy. Jakiś ogólny plan trzeba jednak mieć – szczególnie, żeby móc określić, gdzie o jakiej porze roku się znajdziemy i jakiej pogody możemy się spodziewać, a także, by zmaksymalizować wykorzystanie wiz i nie natrafić po drodze na problemy. Wszystko inne – przyniesie nam życie!

Na naszej bardzo ogólnej trasie są jak na razie trzy stałe punkty – są to bilety lotnicze. Oprócz pierwszego przelotu jeszcze dwukrotnie będziemy musieli być w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Poza tymi sytuacjami będziemy mogli w każdym momencie zmienić nasze plany, pobyć w jakimś miejscu dłużej, z innego zrezygnować, a w jeszcze innych znaleźć się zupełnie przypadkiem. Ale po kolei.

Zaczynamy od Kirgistanu. 21 października lecimy z Berlina do Biszkeku z przesiadką w Stambule. Szczerze mówiąc, to tylko wobec tego kraju mamy jak na razie jakieś bardziej skonkretyzowane plany. Kiedy tylko wylądujemy w stolicy i poczujemy jej klimat, ruszamy na wschód w kierunku sławnego jeziora Issyk Kul i leżących po drugiej jego stronie gór. Iza już zaklepała sobie, że po wielu miesiącach ciężkiej pracy pierwsze, czego potrzebuje, to powylegiwać się trochę na plaży – a tych nad Issyk Kulem nie brakuje, chociaż pogoda zrewiduje nasze zamiary. Ja szczerze mówiąc zamiast tego wolałbym poturlać się po zielonych zboczach Tienszanu. Mamy już nawet upatrzone trzy dolinki leżące nieopodal Karakolu. Raczej nie powspinamy się wysoko, raczej spędzimy czas kręcąc się po dolinach, paląc ogniska i korzystając z natury. Mamy nadzieję spotkać tam jeszcze o tej porze roku jakichś pasterzy.

Następnie powoli (raczej nie najkrótszą drogą) będziemy się kierować na południowy zachód, zwiedzając kolejne części kraju, by w końcu po około miesiącu znaleźć się w dolinie Sary-Tash i stamtąd udać się na jedyne przejście graniczne z Chinami obsługujące ruch turystyczny. W gruncie rzeczy w Kirgistanie bez wizy możemy przebywać aż do 60 dni, więc jak nam się spodoba to zostaniemy dłużej – ale podejrzewam, że zima zdąży nas wygonić.

Bez-nazwy-3

Możliwe, że nasza trasa będzie wyglądać podobnie do tej – ale równie dobrze możemy zmienić zdanie już pierwszego dnia i pojechać zupełnie gdzie indziej.

Kolejnym odcinkiem są właśnie Chiny. Zamierzamy spędzić tam około miesiąca (czyli tyle, na ile pozwoli wiza) skupiając się głównie na zachodniej oraz południowej części kraju. Nie mamy konkretnego planu. Chcemy zobaczyć Kotlinę Kaszgarską z pustynią Takla Makan (tamtędy przebiegał Jedwabny Szlak), a także prowincje graniczące z Tybetem (do samego Tybetu raczej nie będziemy mogli wjechać). Prawdopodobnie jednak dość szybko uciekniemy na południe – tam powinno być nieco cieplej.

W tym momencie zacznie się drugi, zupełnie inny etap naszej podróży – będąc w pobliżu granicy z Laosem planujemy kupić rowery trekkingowe wraz z całym osprzętem (sakwy, liczniki itd.) i ruszyć dalej już na dwóch kółkach. Powodów ku temu jest kilka, ale głównie chodzi o możliwość dojechania w każdy, nawet najbardziej dziki zakątek Azji Południowo-Wschodniej – nawet tam, gdzie samochód nie dojedzie, a skuter okaże się zbyt ciężki, by go pchać. Wiemy, że poza głównymi drogami nieraz ciężko o asfalt, a nam zależy na tym, by dotrzeć tam, gdzie nie dociera infrastruktura turystyczna. Nie chcemy się spieszyć i robić na siłę kilometrów – jeśli wsiądziemy na rower i za następnym zakrętem trafimy na coś arcyciekawego, to zatrzymamy się i tyle będzie z jeżdżenia. Możliwe, że większe dystanse będziemy pokonywać posiłkując się innymi środkami transportu.

Ruszamy więc w kierunku Laosu. Tam na szczęście wizę można kupić na granicy i nie jest wcale droga. Zamierzamy spędzić tam miesiąc i zjechać cały kraj z góry na dół. Nie wiemy zbyt wiele o tym kraju – nie czytaliśmy nic o zabytkach, ale w sumie to nie na zabytkach nam zależy. Jedziemy tam bez oczekiwań i uprzedzeń – i mamy nadzieję dzięki temu poznać Laos takim, jaki jest naprawdę.

Będąc na południu kraju skręcimy w kierunku Tajlandii i ruszymy w kierunku Bangkoku. Spróbujemy zostawić tam część sprzętu – szczególnie ciepłe rzeczy, które chwilowo nie będą nam potrzebne po opuszczeniu Kirgistanu i Chin. Lżejsi o kilka kilogramów pojedziemy do Kambodży i tam także planujemy spędzić około miesiąca, podróżując z podobnym nastawieniem co w przypadku Laosu. Prawdopodobnie w którymś z tych krajów dopadnie nas zmęczenie podróżą, więc możliwe, że zatrzymamy się na tydzień lub dwa i zajmiemy wolontariatem.

SE Azja

W pewnym momencie będziemy musieli wrócić do Tajlandii, zabrać nasze rzeczy z Bangkoku i raczej szybkim tempem udać się do Kuala Lumpur, skąd 5 marca wylatujemy do Nepalu. W Malezji zostawimy rowery i prawdopodobnie także część sprzętu, a zabierzemy to, co będzie potrzebne na zmienne warunki pogodowe w najwyższych górach świata.

Nasz pobyt w Nepalu potrwa 70 dni. W tym czasie chcemy zająć się zarówno trekkingami (szczególnie tym wokół Annapurny), ale także pomóc ludziom w odbudowie swoich domostw po trzęsieniu ziemi, które miało miejsce minionej wiosny. Wiemy, że odbudowa jest utrudniona – prace są opóźniane przez letni monsun oraz zimę, zaś przyspieszają nieco jesienią i wiosną. Możliwe, że na pracę poświęcimy nawet większość naszego pobytu, ale wszystko okaże się dopiero na miejscu.

15 maja wracamy do Kuala Lumpur. Po raz kolejny przepakujemy sprzęt, zabierzemy rowery i… i w sumie tutaj nasze plany się kończą.

Mamy w sumie dwie opcje i obie wydają się kuszące. Jako że właśnie zaczynać się będzie lato, można by wykorzystać ciepłe półrocze na wybranie się daleko na północ – z powrotem przez Tajlandię i wschodnie Chiny aż do Mongolii i Rosji, przy czym w tej ostatniej interesują nas głównie Bajkał, Buriacja i Tuwa. W międzyczasie można by zahaczyć o Koreę Południową, a jak znowu zacznie robić się chłodniej – uciec na południe.

Druga opcja jest dużo prostsza logistycznie – będąc już tak daleko na południu, możemy pojechać jeszcze dalej. Maj to akurat ten moment w roku, kiedy rozpoczyna się półrocze bardziej sprzyjające podróżowaniu po Indonezji. Obok Kirgistanu i Mongolii to właśnie ten kraj najbardziej mnie pociąga. Nawet nie macie pojęcia, ile godzin spędziłem „jeżdżąc palcem po mapie”, to znaczy studiując po kolei każdą niezamieszkałą wysepkę, oglądając setki zdjęć i wyobrażając sobie nas siedzących na takiej małej wysepce, budując szałas i paląc ognisko na plaży.

W tym momencie to ta druga opcja wydaje mi się dużo bardziej kusząca. O wszystkim jednak zadecyduje to, jak będziemy się czuć po dwumiesięcznym pobycie w Nepalu – czy bardziej będziemy mieć dość wilgotnej dżungli, czy też surowych gór. Jeśli wysokogórski klimat Himalajów da nam się we znaki, prawdopodobnie powędrujemy na południe, jeśli zaś zmęczą nas nepalskie upalne doliny – pewnie będziemy woleli uciec na północ. Teraz jednak trudno cokolwiek przewidzieć.

A potem? Może kolejną zimę spędzimy w Australii, może na Filipinach, może ruszymy na wskroś przez Pacyfik. Ale kto by się teraz tym przejmował? Przed nosem mamy mnóstwo przygód, po co zawracać sobie głowę tak odległą przyszłością?

Życzcie nam tylko wytrwałości i żebyśmy się po pierwsze wzajemnie nie pozabijali. To pierwszy warunek sukcesu! A już w najbliższych dniach na blogu pojawią się kolejne artykuły – między innymi o tym, jakie poczyniliśmy inwestycje, co musieliśmy załatwić oraz co ze sobą zabieramy. Bądźmy w kontakcie!

Zdjęcie w nagłówku: Stock.com
Mapy wygenerowane przy pomocy Mapbox.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s