Po spędzeniu paru tygodni w jakimś kraju patrzę wstecz i myślę sobie: cholera, o ile łatwiej byłoby dotrzeć do ludzi spotkanych przeze mnie tuż po przyjeździe, gdybym już wtedy znał chociaż jakieś podstawowe zwroty. Każdy dzień spędzony bez znajomości języka uważam za stracony. No, może nie do końca – bo każdy dzień to wspaniała przygoda i mnóstwo wspomnień, ale przecież ilu rzeczy mógłbym się dowiedzieć od ludzi, gdybym umiał zapytać chociaż „co to?”, „gdzie to jest?”, „jak to się nazywa?”. Wiele okazji do zdobycia lub wymiany informacji umyka, bo po prostu nie potrafię o nie zapytać, a nawet najbardziej uniwersalna mowa ciała zawodzi. Wiele rozmów kończy się przedwcześnie, bo wyczerpał się zasób słów rozumianych przeze mnie i rozmówcę, i nie mam nic więcej do dodania.

A gdyby wjeżdżając do nowego kraju znać chociaż jakieś absolutne podstawy? Nie chodzi nawet o komunikatywną znajomość języka, ale przynajmniej zdolność wydukania za pomocą półsłówek tego, kim się jest i co się robi, oraz dania do zrozumienia, czego się chce. Wjeżdżając do Turcji nie znałem ani jednego tureckiego słowa (no może oprócz słowa „kebab”, chociaż jak się okazało nie znałem prawdziwego jego znaczenia), a po trzech tygodniach intensywnej nauki byłem już w stanie liczyć, zapytać o wiele rzeczy, opisać całą trasę naszej podróży wraz z uwzględnieniem, ile dni poświęciliśmy na dany etap, przedstawić plany na kolejne dni. Szczególnie ta możliwość uzmysłowienia człowiekowi, jaki kawał drogi przebyliśmy, żeby się z nim spotkać, robiła na ludziach ogromne wrażenie.

Pamiętam, jak na granicy turecko-gruzińskiej stojący na parkingu kierowca tira zaprosił nas na czaj, przygotowywany koło naczepy. Pan był Turkiem, ale mówił także po persku i – całkiem dobrze – po rosyjsku. Zorientował się, że jako Polakom łatwiej nam będzie zrozumieć rosyjski, więc mówił do nas w tym języku, ale ja, jako że używanie tureckiego i perskiego weszło mi w nawyk przez ostatnie tygodnie, wolałem do niego mówić po turecku z perskimi wstawkami. Dogadaliśmy się. To była ciekawa rozmowa.

A jak już o rosyjskim mowa – to mówi się, że jadąc do krajów byłego związku radzieckiego (np. Gruzji, Armenii czy krajów Azji Centralnej) wystarczy znać podstawy rosyjskiego i z każdym uda się porozumieć. Tak, zgadzam się. Jednakże każda próba użycia lokalnego języka – nawet jeśli po chwili przejdzie się na rosyjski – zawsze wywołuje u ludzi pozytywne emocje. To kwestia pierwszego wrażenia – wystarczy powiedzieć trzy pierwsze wyrazy po np. ormiańsku, a już jest się odbieranym zupełnie inaczej. Ludzie dużo łatwiej się otwierają na przybyszów, jeśli ci próbują chociaż powiedzieć coś po ichniemu.

Z tego też powodu od jakiegoś czasu intensywnie uczę się kirgiskiego. Nie jest to popularny język – nawet na Tłumaczu Google nie doczekał się słownika, a w Internecie ciężko trafić na jakieś rozbudowane kursy. Znajomy podesłał mi trzy podręczniki do kirgiskiego w PDF, ale są to podręczniki pisane po rosyjsku. Fakt faktem nauczyłem się z jednego z nich paru wyrazów – ale oczywiście rosyjskich, czytając wstęp, bo do pierwszej lekcji zawierającej sam kirgiski nawet nie dotrwałem.

Inna znajoma wreszcie podlinkowała mi Memrise – i chociaż kurs kirgiskiego jest tam bardzo ubogi (156 wyrazów i fraz), to jest to świetny materiał na start. Wydaje mi się, że powinno to wystarczyć, aby przybywając do Kirgistanu móc załatwić podstawowe sprawy (kupić coś w sklepie albo zapytać o drogę), a na pewno będzie stanowiło to znakomitą bazę do dalszej nauki oraz zawierania nowych znajomości.

Jako że na Memrise znajduje się mnóstwo innych kursów językowych, w tym także te, których będziemy potrzebowali w kolejnych etapach naszej wędrówki, a co więcej – dowiedziałem się, że da się je zapisać na telefon (łącznie z plikami dźwiękowymi) i korzystać z aplikacji offline, to daje to świetną możliwość, by uczyć się języków będąc w drodze.

Postanowiłem więc podjąć wyzwanie, które nazwałem Wyzwaniem Stu Wyrazów – a wymyśliłem je już w sumie dużo wcześniej, tylko nie miałem motywacji do wcielenia go w życie. Wyzwanie polega na tym, by wjeżdżając do kolejnego kraju znać już co najmniej sto słów w lokalnym języku. Mam nadzieję, że Memrise mnie nie zawiedzie i aplikacja zadziała offline. W ten sposób będąc w Kirgistanie będę się uczył chińskiego, w Chinach – laotańskiego, i tak dalej. Świetnie nadadzą się do tego wieczory i poranki spędzane w namiocie, a w międzyczasie – czyli w ciągu dnia – będę mógł praktykować i rozwijać znajomość lokalnego języka. Iza wciąż z uporem powtarza, że w naszym związku to ja jestem od gadania w obcych językach, ale mam przeczucie, że leżąc koło mnie w namiocie nie będzie miała wyjścia i przyłączy się do nauki.

Rozmawiam z wieloma osobami na temat języków w podróży. Jedni uparcie wierzą w uniwersalność angielskiego (i ze zdziwieniem uświadamiają sobie, że nie w każdym zakątku świata ten język jest rozumiany), niektórzy liczą na to, że zostaną zrozumiani w innych międzynarodowych językach (hiszpańskim, rosyjskim), inni otwarcie przyznają, że porozumiewają się za pomocą komórkowych translatorów, a jeszcze inni mają to wszystko gdzieś i w ogóle nie przykładają wagi do porozumienia się z lokalnymi mieszkańcami (to raczej przywara turystów, nie długodystansowych podróżników). A ja twierdzę, że nauczenie się podstaw lokalnego języka nie tyle jest wykonalne, co stwarza ogromne możliwości głębszego i pełniejszego przeżycia podróży oraz dotarcia bliżej do poznawanych ludzi i kultur, nawet w postaci wspomnianego wyżej przełamania lodów poprzez wydukanie paru wyrazów na początku rozmowy.

Jeżdżąc po różnych krajach wyrobiłem sobie już nawet „listę” wyrazów, które przydają się najbardziej. Są to przede wszystkim zwroty grzecznościowe i „magiczne słowa”, liczebniki, zaimki pytające (gdzie, ile), zaimki osobowe i dzierżawcze (ja, mój), określenia czasu (takie jak: dzień, dziś, jutro), określenia miejsca i kierunku (słowa klucze: tu oraz tam), ale także podstawowe przymiotniki/przysłówki (najważniejsze: dobrze, ładny, gorąco, zimno), czasowniki (jeść, pić, iść), nazwy potraw i produktów spożywczych, a także nazwy państw ościennych oraz struktur geograficznych (rzeka, jezioro, góra, dolina, droga). To powinno wystarczyć, aby przekazać swoje intencje w większości przypadków, a także w miarę dobrze opisać to, co się robi lub gdzie się zmierza. W żadnym wypadku nie polecam opierania się na nauce pełnych zdań czy fraz – bo wtedy rozmówcy błędnie przyjmują, że mogą pełnym zdaniem odpowiedzieć. Lepiej sklecać mało gramatyczne konstrukcje z pojedynczych wyrazów.

Ludzie często mówią mi, że ja muszę mieć jakiś specjalny dar uczenia się języków, ale ja twierdzę, że wcale tak nie jest. Fakt faktem mam swoje techniki zapamiętywania wyrazów poprzez skojarzenia i myślę w nieco inny sposób, ale to nie czyni ze mnie poligloty. Wierzę, że każdy jest w stanie uczyć się języków z równą łatwością, ale do tego potrzebna jest jedna zasadnicza rzecz: wytrwałość. Po prostu trzeba chcieć się nauczyć i z uporem do tego dążyć. Odzywać się do każdego na ulicy, dukać i nie wstydzić się tego. Nie zrażać się pomyłkami i nieporozumieniami. Dopytywać, zapisywać wszystko i regularne powtarzać. Cieszyć się z każdego uśmiechu ze strony ludzi, którzy słyszą własny język z ust obcokrajowca.

Stoi przede mną (przed nami – wciąż wierzę, że uda mi się w to wciągnąć Izę) ogromne wyzwanie, ale myślę, że dzięki temu nasza podróż będzie pełniejsza i ciekawsza. A czy Wy nie uważacie, że i Wasze podróże byłyby przyjemniejsze, gdybyście w odwiedzanych krajach rozmawiali z tubylcami po ichniemu? Niezależnie od tego, czy jedziecie na Słowację, do Barcelony czy zamierzacie obcować z afrykańskimi plemionami. Nauka języków to wspaniała rzecz i wcale nietrudna – wystarczy chcieć. Kto jest gotowy podjąć ze mną Wyzwanie Stu Wyrazów?

Reklamy

3 thoughts on “Wyzwanie Stu Wyrazów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s