Autostop w Iranie- kilka spostrzeżeń europejskich turystów i o tym dlaczego może być śmiesznie

Autostop- stanie przy drodze z wyciągniętym kciukiem i ewentualnie tabliczką, czekając na podwózkę. Haha, w Iranie możemy poważnie zrewidować nasze poglądy na temat właściwego sposobu łapania stopa.

Kiedy staniemy przy drodze z wyciągniętą ręką, trzymając kartkę i zaczniemy zatrzymywać samochody najprawdopodobniej już po pięciu minutach wstrzymamy całkowicie ruch na drodze. Koło nas będzie stało kilka(naście) samochodów. Każdy kierowca będzie próbował nam pomóc- jedni zaoferują podwózkę na dworzec, inni okażą się kierowcami prywatnych taksówek i chętnie wytłumaczą, że w naszą stronę absolutnie nie jeździ żaden pociąg ani autobus. Kolejni będą podzielać zdanie taksówkarzy co do braku innej niż taksówka możliwości transportu i zaoferują nam (za darmo) podwózkę na postój taksówek :) Znaczna część zatrzyma się z ciekawości i ogromnej chęci dowiedzenia się jak mamy na imię i skąd jesteśmy- będziemy odpowiadać na te pytania bez przerwy pomiędzy odmawianiem kolejnym taksówkarzom. Pozostali będą po prostu ciekawi co się dzieje i zatrzymają się, żeby pomóc nam się dogadać. Wszystko to będzie okraszone głośnymi klaksonami i ciekawskim przyglądaniem się zaistniałej sytuacji przez wszystkich przejeżdżających kierowców. Przecież Europejczyk stojący przy drodze to nie lada sensacja, warto więc przynajmniej zwolnić i pozdrowić klaksonem. I nikt, absolutnie nikt nie będzie miał pojęcia o co chodzi z tym całym autostopem i podwożeniem za darmo. Nie wykaże też najmniejszej chęci zrozumienia sytuacji i tego, co właściwie robimy. W większości przypadków żadne próby tłumaczenia ani list autostopowicza nie przyniosą rezultatu.

Żeby nie było, że w Iranie nie ma ludzi którzy nie ogarniają idei autostopu. Są. My przez cały pobyt w Iranie spotkaliśmy jednego (pan w białej koszulce).

Powyższy opis pozwala sobie choć w części wyobrazić, jak w tym kraju wygląda łapanie stopa. To wszystko jest na swój sposób komiczne ale też przy dłuższym pobycie albo braku czasu potrafi frustrować. Schemat oczywiście powtarza się za każdym razem, czasem tylko z mniejszym natężeniem zatrzymujących się samochodów (jeśli akurat jesteśmy na drodze na której jest mały ruch).

SAMSUNG CSC

Kiedy przejeżdża jedno auto na godzinę nawet tabliczka nie jest straszna- próbujemy tradycyjnie, po europejsku ;)

Jakiekolwiek pytania o wylotówkę kończą się zawsze (zawsze!) wskazaniem kierunku na dworzec autobusowy albo terminal taksówek międzymiastowych.

Ten problem rozwiązaliśmy dość szybko- nikt nie rozumiał idei autostopu więc na propozycję udania się na dworzec cierpliwie tłumaczyliśmy, że to absolutnie nie wchodzi w grę ponieważ podróżujemy pieszo. W większości przypadków po takiej rozmowie byliśmy już w posiadaniu cennej informacji o tym, gdzie jest wylotówka w danym kierunku. Takie tłumaczenie narobiło nam też jednego razu sporo problemów, ale to dłuższa historia na osobny wpis.

SAMSUNG CSC

Policyjne rogatki na wylotówce. Nie ma szans że przejdziemy niezauważeni. Nie ma szans, że zrozumieją autostop. I, że puszczą nas pieszo przez dżunglę po południu.

Jak więc najskuteczniej łapać stopa na międzymiastowych trasach i ograniczyć nerwy spowodowane byciem współwinnym zablokowania drogi szybkiego ruchu?

Po pierwsze: absolutnie żadnych tabliczek! ;) najbardziej bezstresową metodą jest spokojny spacer wzdłuż drogi, bez zatrzymywania się. Po powyższym opisie możemy być prawie pewni, że zatrzymywanie osobówek na ruchliwej drodze możemy sobie odpuścić. Kiedy więc wydaje nam się, że za nami jedzie tir dyskretnie odwracamy się, by się upewnić. Jeśli jest już na tyle blisko nas że ryzyko wzbudzenia nadmiernego zainteresowania innych kierowców jest minimalne a kierowca może się wciąż bezpiecznie zatrzymać, zaczynamy machać. Prawie na pewno kierowca się zatrzyma i bez problemu zgodzi się nas zabrać za darmo :) Kierowcy tirów na całym świecie mimo, że często nigdy nie spotkali autostopowicza raczej nie mają problemów z tym, żeby zrozumieć o co chodzi człowiekowi machającemu ręką przy drodze i nie zadają zbędnych pytań dopóki bezpiecznie nie ruszymy z miejsca zbrodni.

Dlaczego z miejsca zbrodni? Irańczycy są bardzo pomocnym i troskliwym narodem. Jeśli jakiś Europejczyk stoi przy drodze i macha łapą na kierowców na pewno potrzebuje pomocy. Kiedy więc odmówimy odwiezienia do hotelu albo na dworzec najprawdopodobniej wzbudzimy nadmierne zainteresowanie- znajdą kogoś w swojej rodzinie kto zna parę słów po angielsku, dadzą nam telefon, żebyśmy mogli powiedzieć jak mamy na imię i skąd jesteśmy. Jeśli rozmowa nie przyniesie rezultatu i nie zgodzimy się na podwózkę na dworzec mamy bardzo duże szanse że poproszą o interwencję policję, która też będzie przekonywać nas że mamy się udać w jedno z dwóch jedynie słusznych, wcześniej wymienionych miejsc. Jeśli moment, w którym wsiadamy do jakiegoś złoczyńcy w ciężarówce zauważy zbyt dużo osób, zaczną upewniać się czy nasz kierowca aby na pewno nie zrobi nam krzywdy, dopytywać się o wszystko i przekonywać jego i nas, że powinniśmy wysiąść.

SAMSUNG CSC

Jeśli już złapiemy podwózkę jest szansa, że trafimy całkiem dobrze.

SAMSUNG CSC

Wspólna kolacja i szisza z kierowcą z poprzedniego zdjęcia. Zawiózł nas do parku w centrum miasta mimo zakazu wjazdu dla tirów ponieważ bał się, że coś nam się stanie jeśli wypuści nas na obwodnicy.

Co z podwózkami przez prywatnych kierowców? Jeśli ktoś zechce nam pomóc najprawdopodobniej sam zatrzyma się, żeby zagadać i zaproponować podwózkę albo nocleg. Takie sytuacje zdarzały się nam najczęściej przypadkowo, kiedy spokojnie szliśmy sobie chodnikiem, często w centrum miasta i wcale nie myśleliśmy o łapaniu stopa. Kiedy sami zatrzymamy kierowcę prawie na pewno nie będzie chciał nas nigdzie zabrać bez kasy i zawoła stawkę adekwatną do wyimaginowanego stanu europejskiego portfela. Czasami sami albo przy pomocy innych kierowców damy radę przekonać naciągacza, że jednak warto podwieźć nas za darmo, ale sprawdza się to jedynie w miejscach gdzie samochody jeżdżą na tyle rzadko, że zanim przekonamy kierowcę nie spowodujemy korka na drodze :)

SAMSUNG CSC

Czasem trafiają się nawet kierowcy osobówek. Ci Państwo nie wypuścili nas ze swojego samochodu dopóki nie zgodziliśmy się wziąć na drogę litrowych lodów.

Także jeśli wybieracie się do Iranu i myślicie o przemierzeniu tego kraju autostopem powinniście się przygotować na irracjonalne reakcje ludzi, o praktykach z Europy zapomnieć i zabrać ze sobą ogrom cierpliwości. Poruszanie się po tym kraju autostopem jest niezłym wyzwaniem i testem pokory, jeśli więc chcecie zmierzyć się z przepaścią kulturową w tej kwestii i podjąć wyzwanie- polecamy serdecznie, to naprawdę świetna przygoda. Jak potrzebujecie jednak trochę spokoju polecamy też od czasu do czasu autobus i pociąg, szczególnie na dłuższych trasach.

SAMSUNG CSC

Pamiątkowe zdjęcia są prawie zawsze obowiązkowe ;)

Reklamy

Czy to jeszcze Turcja, czy może już Iran?

Budzisz się na leżance w ciemnej kabinie ciężarówki, oświetlonej jedynie wątłą poświatą diod deski rozdzielczej. Przez przednią szybę widać tylko krótki odcinek asfaltu rozświetlonego reflektorami. Z głośników leci tradycyjna muzyka w nieznanym Ci języku, a oprócz tego słychać tylko monotonny warkot silnika. Spoglądasz na kierowcę – nie przypominasz sobie, byś widział/a go kiedykolwiek wcześniej.

Pamięć jak na złość nie wraca. Może to udar słoneczny, a może ciężki kac spowodowany wypiciem dziwnego wysokoprocentowego trunku, z którym nie poradził sobie Twój żołądek? Widzisz swojego towarzysza podróży przysypiającego na siedzeniu pasażera. Ile czasu minęło? Może w tym amoku prowadził Cię od auta do auta, a może nawet dawno przekroczyliście już granicę? Czy to jeszcze Turcja, czy może już Iran? Czytaj dalej

Porady dla wyjeżdżających do Iranu cz. II: gościnność, nocowanie w namiocie i higiena

W poprzedniej części poradnika omówiłam kilka podstawowych spraw związanych z podróżowaniem po Iranie: to, jak się ubrać, co wolno, a czego nie wolno robić na ulicy, a także kto w Iranie może próbować zedrzeć z nas kasę. Tym razem natomiast dowiecie się, dlaczego podróżnik w Iranie to podróżnik najedzony, wyspany i umyty. Miłej lektury!

Czytaj dalej

Porady dla wyjeżdżających do Iranu cz. I: strój, zachowanie i pieniądze

Iran różni się od krajów Europejskich pod wieloma względami. Religia reguluje wiele aspektów życia, co ma wpływ też na osoby podróżujące do tego kraju. Nie da się też nie zauważyć różnic kulturowych. Warto wiedzieć więc czego się spodziewać. Przygotowałam spis najważniejszych informacji, które przydadzą się przed wyjazdem. W tej części o stroju, zachowaniu oraz pieniądzach.

Czytaj dalej

Miejsce kobiety w Iranie

W powszechnej świadomości Iran postrzegany jest jako kraj, w którym małżeństwa są aranżowane, kobiety całe życie spędzają w domu przy garach, słuchając ojca (w młodości) i męża (po ślubie), a z domu wychodzą jedynie za ich zgodą, zakryte od stóp do głów. Rozmowa z obcymi mężczyznami jest niedopuszczalna, a za nieposłuszeństwo żonę można oblać kwasem bez większych konsekwencji.

Jadąc do Iranu chcieliśmy zweryfikować te stereotypy. Byliśmy niemal przekonani, że nie może być tak źle. I rzeczywiście, tak źle nie jest, ale faktyczna sytuacja pozostawia wiele do życzenia. Iran jest pod tym względem pełen kontrastów i trudno wyrobić sobie jednoznaczną opinię. Społeczeństwo jest oczywiście zupełnie inaczej zorganizowane, a wpływy arabskie odcisnęły wyraźny ślad na podziale ról społecznych.

SAMSUNG CSCNasze pierwsze zderzenie z tą kulturą nastąpiło w Teheranie. Na pierwszy rzut oka miasto wydało mi się normalne (w miarę, bo w Iranie nic normalne w naszym rozumieniu tego słowa tak naprawdę nie jest). Większość kobiet mijanych na ulicy było ubranych co prawda zgodnie z zasadami, ale nagiętymi do granic możliwości. Chusty zakrywały jedynie tył głowy, włosy farbowane były na rudy lub blond, a wizerunku dopełniał ostry makijaż. Nikogo to nie szokowało, choć jednocześnie widywało się też kobiety w czadorach. Mimo wszystko dominowały raczej ciemne barwy stroju, co przy panujących upałach musiało być uciążliwe. Można to próbować wyjaśnić poprzez powiązania z arabską tradycją, jednak o ile takie wytłumaczenie jestem w stanie przyjąć dla tradycyjnych czadorów, to nie rozumiem zamiłowania do czerni kobiet, po których na pierwszy rzut oka widać, że mają tradycję w głębokim poważaniu.

Bazaar w Teheranie

Bazaar w Teheranie

Wiele kobiet pracuje w szeroko pojętych usługach, mając siłą rzeczy kontakt z obcymi ludźmi, a więc też z obcymi mężczyznami. Zdarzało się nam, że same zaczepiały Krzyśka i Dana, z czystej ciekawości zagadując o naszą podróż lub pytając czy nie potrzebujemy pomocy we wskazaniu drogi. Wiele par trzyma się za ręce, a nawet obejmuje w miejscach publicznych. W parkach można zobaczyć młodych ludzi spędzających czas w mieszanym towarzystwie, nierzadko wspólnie popalając fajkę wodną. Komunikacja publiczna ma co prawda wydzieloną część tylko dla kobiet, jednak wiele z nich, szczególnie będąc w mieszanym towarzystwie, podróżuje w nieoznaczonej strefie wspólnej – tak jest chociażby w teherańskim metrze. Podział na strefy ma na celu głównie poprawę komfortu podróżujących kobiet: metro w tym mieście jest naprawdę strasznie przepełnione i nikt chyba nie słyszał tam o ogólnie przyjętych w naszej rzeczywistości zasadach kultury w transporcie publicznym, np. pierwszeństwie wysiadających. Możliwość podróżowania w ekstremalnie zatłoczonym metrze bez tłumu spoconych mężczyzn dookoła wydawała mi się warta uwagi ;)

Podobne odczucia miałam również w Shiraz, mieście bardzo popularnym wśród zagranicznych turystów, a więc bardziej otwartym i postępowym. Młode dziewczyny wspólnie z kolegami uprawiały sport w parkach, nawet w konfiguracji kilku mężczyzn i jedna kobieta ;) Powszechne były odważniejsze fryzury, ostry makijaż i ubiór. Kobiety w prywatnych samochodach często zdejmowały nakrycia głowy.

W mniejszych miastach kobiety na ulicy widuje się znacznie rzadziej, najczęściej ubrane w czarne czadory, pod którymi skrywają torebki, tobołki, zakupy i sama nie wiem co jeszcze, okrycie nieraz przytrzymując zębami.

Co najlepiej pasuje do czadoru? Pustynia i 40 stopni upału! :)

Co najlepiej pasuje do czadoru? Pustynia i 40 stopni upału! :)

Niemałym szokiem była dla mnie rozmowa z pewną poznaną przypadkowo Iranką – Fatihą. Jej rodzina zabrała nas autostopem, później wspólnie zjedliśmy obiad. Wszyscy mówili biegle po angielsku, byli przesympatyczni. Wchodząc do restauracji Fatiha ubrała czador, mówiąc mi później, że jej mąż złości się, kiedy wychodzi bez niego z domu. W knajpie mężczyźni usiedli przy osobnym stole(!), dzięki czemu jednak my mogłyśmy swobodnie porozmawiać. Dowiedziałam się, że jej rodzina jest bardzo tradycyjna. Rozmowy z Krzyśkiem i Danem nie spotkały się więc z aprobatą jej męża. Fatiha opowiedziała mi historię o tym jak się poznali: jedno spotkanie przed ślubem, facet – dobra partia, więc rodzina go zaakceptowała, a jej właściwie nikt nawet nie pytał o zdanie! Rozmawiałyśmy też o tym, że mimo że jej córka ma już 7 lat i chodzi do szkoły, małżonek wciąż nie pozwala jej podjąć pracy (z wykształcenia jest nauczycielką angielskiego). Jej czas wolny to 2 godziny dziennie – na tyle może wyjść z domu i w tym czasie musiała również wyrobić się będąc na studiach, co dostarczyło niemało problemów z ich ukończeniem. Z tą rodziną spędziliśmy cały dzień, między innymi piknikując. W międzyczasie słychać było nawoływania z meczetu informujące o czasie modlitwy, a jednak nikt nie pokwapił się, by pójść na modlitwę.

SAMSUNG CSC

Fatiha z mężem i dziećmi

Widać więc, że religijność i przywiązanie do tradycji nie zawsze idą w parze. Jest więc trochę tak jak u nas – religia religią, na co dzień mało kto chodzi do kościoła (meczetu), ale tradycji i pewnych zwyczajów jednak się przestrzega. Tyle że tam często łączy się to z uwięzieniem kobiety w domu.

Warto też zaznaczyć, że muzułmańskie wesela odbywają się w dwóch oddzielnych domach – kobiety i mężczyźni bawią się oddzielnie, a więc zgodnie z tradycją. Z drugiej strony inne zasady nie są przestrzegane – np. często pojawia się alkohol. To kolejny przykład wybiórczego traktowania islamskich zwyczajów.

Wielokrotnie słyszeliśmy, szczególnie ze strony zapraszających nas rodzin, że wiara muzułmańska rodziny wynika z wygody i chęci uniknięcia sankcji rządowych dla innowierców. Mimo liberalnych poglądów w rodzinie, kobiety większość czasu i tak spędzają nie wychodząc z kuchni. Zazwyczaj nikt nie proponował mi zdjęcia chusty, nikt też jej przy nas nie zdejmował, nawet jeśli spędzaliśmy z daną rodziną trochę więcej niż kilka godzin. Z czasem przestało mnie zaskakiwać, że ludzie na ulicy o imię pytali tylko Krzyśka, a kiedy ja się przedstawiałam – nawet nie słuchali. Zagadujący nas ludzie zwracali się zwykle tylko do męskiej części grupy, a mnie często zdawali się nie zauważać. Z drugiej strony zaś zdarzało się też, że mężczyźni podawali rękę na pożegnanie również mi, co dla nas jest zupełnie normalne, a tam było znakiem, że faktycznie coś się zmienia.

W niektórych domach, nawet w wioskach nie czuje się panujących sztywnych zasad reżimu – kobiety bawią się, tańczą, rozmawiają z nami i nikt nie czuje się skrępowany obecnością dwóch obcych facetów w domu. Mi zostaje podany kieliszek i nikt nie jest zaskoczony, kiedy ze wszystkimi wznoszę toast domowym winem. W chwili kiedy w odwiedziny wpada kuzyn z sąsiedztwa, wszystkie kobiety przyodziewają czadory, zakrywając rozpuszczone włosy i domowy stój niespełniający wymogów hidżabu.

Poniższy filmik został nakręcony w domu opisanej powyżej rodziny, kiedy spędzaliśmy wspólnie z nimi wieczór. Zwróćcie uwagę, że nawet najstarsze pokolenie przyłącza się do zabawy ;)

 Internet wspomina jedynie o kilku przypadkach oblania kobiety kwasem w Iranie. Ten sposób rozwiązywania problemów jest popularny w Pakistanie i dotyczy wszelakich kwestii, nie tylko „niemoralnego” zachowania. Nieliczne przypadki takiego okaleczania zdarzają się również w krajach europejskich, w większości dotyczą jednak muzułmanów. Irańskie prawo ma dość ciekawe sposoby karania sprawców – obowiązuje zasada „oko za oko”, za oślepienie kogoś można więc stracić wzrok. Przestępstwa tego typu karane są surowo. Nawet jeśli okaleczona kobieta dopuściła się jakiegoś „wykroczenia”, przestępca otrzymuje surowy wyrok, a sprawa nagłaśniana jest publicznie, by zniechęcić społeczeństwo do stosowania samosądów. Inną kwestią jest dopuszczalna forma wyroków łamiąca prawa człowieka.

Irańskie kobiety do uzyskania pozwolenia na wyjazd za granicę potrzebują zgody męża lub ojca. To, ile mają więc wolności, zależy tylko i wyłącznie od ich męskiej części rodziny. Zdarzają się ludzie wykształceni, żyjący w większych miastach, mający w domu telewizję satelitarną i mówiący płynnie po angielsku, ale kultywujący arabskie tradycje dotyczące stosunków damsko-męskich. Z drugiej strony nawet w małych miasteczkach można spotkać rodziny starające się żyć normalnie mimo panującego reżimu i zdające sobie sprawę z jego wad i ograniczeń, nie epatujące jednak rozluźnieniem obyczajów w celu uniknięcia nadmiernej uwagi otoczenia.

SAMSUNG CSC

W tej rodzinie zupełnie normalne było zdejmowanie chust nawet przy obcych facetach

Wiele zachowań, dla nas normalnych i oczywistych, w tym kraju w wykonaniu kobiety jest co najmniej źle widziane – nie wypada palić papierosów albo grać w karty. Spotyka się też bary z tradycyjnym jedzeniem i fajkami wodnymi, gdzie kobiety nie mają wstępu. W ulicznych garkuchniach czasem patrzono na mnie jak na przybysza z kosmosu. Nie wypada zajmować miejsca w samochodzie obok obcego mężczyzny, chyba że sam tak wskaże. Niekoniecznie w porządku jest też odezwać się, bo a nuż kierowca to tradycjonalista i nie przyjdzie mu do głowy, że dla nas rozmowa z obcym mężczyzną jest czymś normalnym i nie świadczy o nadmiernym rozluźnieniu obyczajów. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że właściwie nigdy nie było do końca wiadomo jak się zachować – zasady teoretycznie znałam, jednak w Iranie nic nie jest czarno-białe: często naprzemiennie spotykaliśmy ludzi, którym nie przyszło do głowy nawet przywitanie się ze mną, oraz ludzi zupełnie bez skrępowania podających mi rękę. W Iranie żyje się zupełnie inaczej, przy takiej przepaści kulturowej dane zjawiska możemy zobaczyć jedynie przez pryzmat znanych nam realiów, dzięki czemu łatwo formułować nam opinie – zwykle negatywne.

Mahmud Abad - jeden z głównych kurortów turystycznych nad Morzem Kaspijskim

Mahmud Abad – jeden z głównych kurortów turystycznych nad Morzem Kaspijskim. Kobiety kąpią się w pełnym ubraniu

Mimo całej mojej fascynacji Iranem z ulgą opuściłam jego granice, poza którymi nie musiałam już przywiązywać tak dużej wagi do tego, co mi wypada i jak moje zachowanie zostanie odebrane. Jestem tolerancyjna dla odmienności i cieszę się, że mogłam obserwować tę kulturę na własne oczy, co pozwoliło mi docenić nasz świat, w którym mogę sama za siebie podejmować decyzje, a prawo pozwala mi na swobodne wyrażanie poglądów.

5 porad, jak nie zmęczyć się Iranem

Iran to kraj bardzo specyficzny i przed przyjazdem do niego należy odpowiednio przygotować się na zderzenie z odmienną kulturą i stylem życia. Jego mieszkańcy to ludzie niezwykle przyjaźni i mili (często aż nadto), ale nie zawsze da się z nimi porozumieć. Osobie przyjeżdżającej tu i planującej podróżowanie na własną rękę przyjdzie zmierzyć się z wieloma niecodziennymi i niespodziewanymi sytuacjami. Wiele z nich może spowodować frustrację i przysporzyć sporo nerwów, a więc warto przed wjazdem do kraju przyjąć odpowiednie nastawienie. Poniżej kilka prostych porad, jak nie zrazić się do Iranu i Irańczyków, a przy tym zmaksymalizować przyjemność czerpaną z pobytu w tym kraju.

1. Planuj na bieżąco

Nie trzymaj się usilnie założonego planu. W momencie wjazdu do kraju i tak wszystko wywróci się do góry nogami, a cały plan diabli wezmą. Szybko także zrewidujesz swoje pierwotne zamiary – coś okaże się zbyt odległe, coś innego niedostępne. W międzyczasie pojawi się także dużo nowych opcji: miejscowi opowiedzą Ci o fantastycznym miejscu, którego nie ma w przewodnikach ani którego nie opisał dotychczas żaden podróżnik na swoim blogu. To czas na Twoje pięć minut.

Z drugiej strony – nie pozostawaj bez planu i jakiś tam plan zawsze miej. Lepiej nie utknąć w jakimś miejscu zbyt długo (nawet jeśli będzie fantastycznie), bo potem można żałować, że cały pobyt w Iranie przesiedziało się na tyłku i niewiele zobaczyło. Posiadanie jakiegokolwiek planu jest także potrzebne… kiedy pyta o to policja.

Jakby kto pytał, my tu tylko siedzimy!

2. Pozwól Irańczykom poprowadzić się za rękę

Jeśli rozmawiasz z Irańczykiem i ten oferuje Ci pomoc lub zaprasza do domu, to wielce prawdopodobne jest, że nie rozmawiał z żadnym obcokrajowcem z Zachodu w przeciągu ostatniego roku. Albo kilku lat. Albo nigdy. Spotkanie Ciebie jest więc dla niego niezwykłym wydarzeniem. Będzie chciał dowiedzieć się czegoś o Tobie, zapytać, skąd się tam wziąłeś/wzięłaś, ale przede wszystkim – będzie chciał pokazać Ci swój świat. W takiej sytuacji pozwól Irańczykowi poprowadzić się za rękę, a z pewnością spędzony z nim czas będziesz później dobrze wspominać. Akceptuj więc zaproszenia i nigdy nie odmawiaj herbaty :)

Ten pan z Abarkouh zabrał nas do granatowego sadu i obwiózł po mieście. Zdecydowanie nie żałujemy!

3. Na długich dystansach korzystaj z komunikacji publicznej

Poruszanie się po Iranie autostopem jest jak najbardziej możliwe, chociaż dość uciążliwe i męczące ze względu na ogólne niezrozumienie tego konceptu – Irańczycy nie korzystają z autostopu i większość nigdy o nim nie słyszało. Nasz rekord to 560 km w ciągu jednego dnia – ale jest to dalekie od reguły. Odległości pomiędzy miastami są ogromne, więc przejechanie tym sposobem całego kraju może zająć dużo czasu. Jeśli planujesz zwiedzić odległe zakątki Iranu, lepiej skorzystaj z komunikacji publicznej – nocny pociąg lub autokar pozwoli Ci wypocząć, a jednocześnie nie kosztuje wiele. Zaoszczędzony czas możesz wykorzystać na swobodną eksplorację i poznawanie perskiej kultury, nie musząc się nigdzie spieszyć ani niczym denerwować.

Zdecydowanie zbyt dużo czasu spędziliśmy oglądając Iran z perspektywy kabiny ciężarówki

4. Spróbuj myśleć jak Irańczyk

Sposób myślenia Irańczyków może Ci się wydać szokujący, tym bardziej, im dłużej będziesz miał z nimi do czynienia, a różnica poglądów może doprowadzić do wielu nieporozumień. Nie oczekuj jednak, że spotkany przed minutą człowiek przestawi się nagle na Twoje postrzeganie świata. Dużo łatwiej będzie w czasie podróży samemu przestawić się na tok myślenia Irańczyków – pozwoli to uniknąć wielu zgrzytów i nerwów, bo to właśnie z wzajemnego niezrozumienia odmiennych stylów życia tak wiele ich wynika. Iran to kraj bardzo odizolowany od naszej kultury i wiele rzeczy robi się tam w zupełnie inny sposób. Irańczykowi nie przyjdzie do głowy, że mogłeś/aś przybyć tak daleko nie mając własnego samochodu, a koncept autostopu jest mu zupełnie nieznany. Jeśli powiesz Irańczykowi, że zamierzasz spędzić noc w namiocie na pustyni, ten będzie usiłował odwieść Cię od tego pomysłu, bo jego namiot nie ma nawet śledzi i wywróciłby go pierwszy lepszy wiaterek.

Jedyny słuszny namiot - każdy Irańczyk taki ma!

Jedyny słuszny namiot – każdy Irańczyk taki ma!

5. Bądź cierpliwy/a i wyrozumiały/a

Irańczyka widzącego turystę z plecakiem zżera ciekawość, kim jesteś, więc nie zawaha się wyskoczyć z taksówki albo zawrócić na rondzie tylko po to, by Cię o to zapytać. Widok turysty to rzadkość, szczególnie w bardziej odosobnionych regionach. Przejście kilometra przez miasto może oznaczać, że kilkanaście razy będziesz musiał/a się tłumaczyć, skąd i dokąd idziesz, jak się nazywasz, ile masz lat, jak nazywa się Twój kot i najważniejsze – gdzie jest Twój samochód. Na początku tak duże zainteresowanie Twoją osobą będzie Cię cieszyć, ale w końcu może stać się męczące i frustrujące. Z czasem znajdziesz sposoby, jak dać im satysfakcjonujące odpowiedzi, które nie spowodują lawiny tysiąca pytań. Powiedz, że idziesz piechotą przez pustynię albo że „mój samochód jest tam”, a puszczą Cię wolno. Pod żadnym pozorem jednak nie bądź nieuprzejmy – to przecież nie wina Irańczyka, że zadaje pytanie, które słyszysz już tego dnia po raz setny :)

Pan sprzedający herbatę na bazarze w Teheranie był niezwykle ciekaw, co tam robimy, i zarzucił nas tysiącem pytań

Iran – języki i porozumiewanie się

Iran to kraj odizolowany od świata od wielu lat i jadąc tam nie oczekiwaliśmy, że porozumiewanie się z jego mieszkańcami będzie łatwe. Spodziewaliśmy się, że najlepiej będzie po prostu nauczyć się ich języka. A jaka okazała się rzeczywistość?

Językiem urzędowym obowiązującym w Iranie jest farsi, czyli perski. Posiada on pewne naleciałości i sporo zapożyczeń z arabskiego, jednakże w rzeczywistości jest zupełnie inny. Wiele używanych na co dzień zapożyczeń z arabskiego posiada swoje perskie odpowiedniki, np. salamdurud (cześć), choda hafesbedrud (do widzenia), motshakeramsefas gozaram (dziękuję). Irańczycy bardzo ciepło przyjmują używających tych wyrazów obcokrajowców, ponieważ musieli się oni wysilić, żeby poznać oryginalne słownictwo. W różnych częściach kraju występuje wiele dialektów i akcentów, przez co dany wyraz, wyuczony w jednym miejscu, może być zupełnie niezrozumiały dla mieszkańców innych rejonów.

W największych miastach da się porozumieć po angielsku, jednak odsetek osób mówiących w tym języku komunikatywnie jest znikomy. Często zdarza się, że osoba znająca angielski sama odezwie się, widząc na ulicy przybysza z plecakiem. W takiej sytuacji raczej mało prawdopodobne jest, że będzie chciał naszych pieniędzy. Wręcz przeciwnie, Irańczycy odzywają się głównie z ciekawości lub w akcie szczerej uprzejmości. Jeśli pada pytanie „Are you looking for an address?” to Irańczyk ma na celu właśnie wskazanie adresu i nic ponadto.

Hassan_Golestan

Hassan odezwał się do nas w teherańskim metrze i postanowił zmienić swój plan dnia, by razem z nami zwiedzić Pałac Golestan.

Większość Irańczyków zna angielski słabo lub w ogóle. W sytuacjach, kiedy sami musimy się odezwać, np. do sklepikarza albo sprzedawcy w knajpie, natkniemy się na poważną barierę językową. Jest to spowodowane w dużej mierze antyamerykańską polityką obowiązującego od czasów rewolucji reżimu. Z tego też względu przedstawiciele starszego pokolenia (które otrzymało edukację jeszcze za czasów szacha Rezy Pahlaviego) znają ten język lepiej niż młodzież. Poziom angielskiego przeciętnego Irańczyka opiera się na znajomości paru fraz, np. „I love you”, „You are beautiful” oraz „Hello, myster!”, krzyczanych często z motocykli lub okien samochodów.

Babol_panowie

„Foto! Foto!” – i na tym skończyła się znajomość angielskiego panów ze sklepu z elektroniką samochodową.

Irańczycy bardzo lubią wyraz „OK”, ale dla większości oznacza po prostu „tak”. „OK”, powtórzone niekiedy nawet dziesięciokrotnie, jest odpowiedzią na wszystko. „Rozumiesz?” „OK”; „mam iść tam?” „OK”; „czy ta zupa jest z baraniną?” „OK”. „OK” jest również standardową odpowiedzią na zapytanie „How are you?”, zaś inne frazy mogą okazać się niezrozumiałe. Co ciekawe, nie wymawiają go jak angielskie „ołkej”, ale bardziej jako „okhej”, do tego jakby wzdychali i byli bardzo zmęczeni.

W małych miasteczkach zdarzają się także ludzie, którzy sprawiają wrażenie, jakby nie mieli pojęcia o istnieniu innych języków – nie przyjmują do wiadomości, że jako przybysze z zagranicy nie rozumiemy potoku ich słów. Jak to Irańczycy – wielokrotnie próbowali nam na siłę pomagać, stosując jedyny ich zdaniem skuteczny sposób na barierę językową – mówili głośniej i szybciej, za każdym razem to samo.

Jedynie osoby mówiące jako tako po angielsku znają wyrazy Poland lub Polonia. Polska to w języku perskim Lechistan. Spotkaliśmy się z wieloma różnymi sposobami wymowy tego wyrazu, co być może zależy od regionu. My jednak nie zauważyliśmy takiej prawidłowości i aż do końca wyjazdu mieliśmy problemy z wymówieniem go w sposób zrozumiały dla wszystkich. Wielokrotnie więc nasze „Lechistan” było rozumiane jako Pakistan, Tadżykistan, Palestyna i 150 innych, zupełnie niepodobnych słów. Najczęstszą formą wymowy jest Lachystan. „Ch” jest zazwyczaj dźwięczne, gardłowe. Akcent pada na pierwszą sylabę.

W północno-zachodniej części Iranu, zamieszkałej w dużej mierze przez Azerów, można porozumieć się po azersku, który jest bardzo zbliżony do tureckiego (co oznacza, że turecki jest również w pełni zrozumiały). Nie spotkaliśmy za to zbyt wielu ludzi znających inne języki europejskie poza angielskim.

Hossein

Hossein, Azer z Tabrizu, wwiózł nas do Iranu swoim starym volvo. Dzięki znajomości podstaw tureckiego nie mieliśmy problemów, by się z nim dogadać.

Sporym utrudnieniem dla turystów mogą być używane w Iranie cyfry. Są one podobne do cyfr stosowanych w krajach arabskich (górny rząd na poniższym obrazku), natomiast zupełnie inne od naszych, które sami potocznie nazywamy arabskimi. Warto się ich nauczyć, ponieważ są nimi zapisane ceny na bazarach i w restauracjach, a większość sprzedawców ma problemy z używaniem naszych cyfr, mimo że korzystają z operujących na nich kalkulatorów. Na banknotach z jednej strony widnieją cyfry perskie, zaś z drugiej nasze, europejskie. Przy zakupie biletów do atrakcji turystycznych niska cena dla Irańczyków jest zapisana po persku (np. 15 000 riali), zaś obok niej widnieje kilkukrotnie wyższa cena dla turystów zagranicznych, zapisana już po naszemu (np. 100 000 riali). Czasami używa się także arabskiego zapisu, np. na znakach drogowych, a niekiedy perskie i arabskie cyfry są wymieszane. Jako, że różni je jedynie zapis cyfr 4, 5 i 6, warto zapamiętać obie wersje. Kolejność zapisu cyfr w liczbie jest identyczna jak u nas, w przeciwieństwie do alfabetu, który zapisuje się od prawej do lewej.

c6160204Naksh-e RostamNa znakach drogowych zawsze oprócz perskich napisów znajdują się także angielskie tłumaczenia (np. Keep Right) oraz transliteracje nazw miast, chociaż te często występują w różnych wersjach (widzieliśmy np. Abarkooh, Abarkouh oraz Abarkuh).

Niezastąpioną formą komunikacji jest oczywiście mowa ciała, jednak znacząco różni się ona od naszej. Najlepszym przykładem jest gest używany przez nas do łapania stopa, w tamtych rejonach uznawany za obraźliwy. Wiele osób jednak wie, że podniesiony kciuk oznacza zgodę lub że coś jest dobre, ale podnoszą go jakby ukradkiem i tylko odrobinę, przyciskając go do palca wskazującego i odginając zaledwie końcówkę. Trzeba więc uważać, by nie podnieść go za wysoko!

Gest określający „nie” wygląda, jakby mówiący strzepywał wodę z rąk albo suszył lakier do paznokci i dla Europejczyków może wydać się niezrozumiały lub nawet nieuprzejmy – zdarzyła nam się nawet sytuacja, kiedy pewien pan zapraszał nas do siebie do domu i użył tego gestu, chcąc powiedzieć „nie chcę od Was pieniędzy”, a my odebraliśmy to jako „idźcie sobie stąd” i obrażeni faktycznie sobie poszliśmy. Ostatecznie jednak i tak u niego wylądowaliśmy i wcale tego nie żałuję, ponieważ był to jeden z najprzyjemniejszych wieczorów w ciągu całego naszego pobytu w Iranie, a następnego dnia nasz gospodarz zabrał nas nawet do granatowego sadu!

Abarkouh_rodzina

Mało brakowało, a ominęłoby nas pyszne śniadanie!

Już niedługo wpisy między innymi na temat pieniędzy, komunikacji oraz jedzenia w Iranie, a także rozmówki polsko-perskie!